Zimowe przekopki beskidzkie.

Biegnę na Policę, aby złapać ostatki zimy. Moja towarzyszka Aga musiała pozostać w stolicy, więc tuptam po Beskidzie Żywieckim sam. Wspiera mnie niezawodny tata, dowożąc, czekając, karmiąc; przy okazji sam zażywa konkretnego spaceru. Mając taką podporę, nastawiam się na sportową wycieczkę, planując konkretne tempo. Traktuję to jako przetarcie przed sobotnimi Tatrami.
Startuję z Sidziny – Wielkiej Polany, skąd bierze początek czarny szlak. Na górze pasma zdobywam Okrąglicę (1239m npm), Policę (1369) i nad schroniskiem na Hali Krupowej zbiegam niebieskim szlakiem na Przełęcz Zubrzycką. Całość ma zamknąć się w dystansie 11 kilometrów i 700 metrów w pionie. Jaki czas osiągnę?

🍀🍀🍀

Jadąc z Krakowa, przemierzamy pory roku. Na miejscu zastajemy zimę. Wygląda to pięknie, zatem start! Na początku przegapiam oznakowanie, fundując sobie dodatkowy kilometr rozgrzewki. Potem wracam na właściwe tory, rozpoczynając podbieg. Jestem pierwszym użytkownikiem traktu przynajmniej od wczoraj, a śniegu nocą napadało co nieco. Posuwam się jednak w dobrym tempie i humorze: warstwa świeżego puchu nie męczy, a leciuteńki mrozik nadaje jej lekką konsystencję. Z góry schodzi zamaskowany fotograf ze sprzętem gabarytów alpejskich. Z oczu dobrze mu patrzy, pytam zatem, czy głuszce dopisały. Niestety, nie pokazały się. Życzę powodzenia w przyszłości, pozdrawiamy się i rozchodzimy. Teraz idę po jego śladach, co ułatwia pokonywanie kolejnych metrów. Naokoło jest pięknie. Drzewa ośnieżone z największym gustem, śnieg lekko skrzypi pod nogami, a uszy dopieszcza cisza. Kolejny raz Eol i jego banda – Notos, Zefir i Boreasz, łaskawie uciszają swoje tchnienia. Zero – zero! – wiatru. Smakuję samotność na szlaku. Nie zrozumcie mnie źle – wolałbym piąć się tutaj z Agnieszką, lecz kiedy już muszę sam – cenię sobie obcowanie z naturą. Taki relaks koi i leczy zadrapania duszy i umysłu. Oczywiście, zawsze można przymalkontencić. Widoczność jest fatalna, spodziewane panoramy Babiej Góry i Tatr trzeba odłożyć na kolejne wyprawy. Poruszanie się wśród błądzących chmur ma swój urok. Raz sypnie drobną krupką, raz otworzy błękitem, czasem słonko błyśnie, potem mgła otuli. Chwile i metry szybko mijają.

🍀🍀🍀

Do czarnego dołącza zielony szlak; razem z tą parą szybko osiągam Halę Krupową. O dziwo, przy tym popularnym schronisku nie widać żywej duszy. Ja skręcam ku Okrąglicy, na szczyt której biegnę kilka minut. Śniegu przybywa, a tym odcinkiem to chyba kilka dni nikt nie szedł. Tutaj już mogę mówić o torowaniu, wciąż jednak bardzo przyjemnym. Na czubku fatalna krajobrazowo wieża z antenami i piękna kapliczka, łącząca element sakralny i turystyczny. Metalowa konstrukcja przekaźnikowa psuje krajobraz, ma jednak walor edukacyjny: widać ją z dalekiej nawet okolicy, co ułatwia wprawki początkującym panoramistom. Wspominała Kasia Floydomanka, jak męczyli ich na kursie beskidzkim rozpoznawawniem szczytów. 🙂

Zbieg na przełęcz ze schroniskiem jest czystą przyjemnością – lekko w dół, po swoich śladach, miękko; rozwijam prędkość wręcz asfaltową. Na hali ciągle nikogo nie widać. Nie zachodzę do budynku, zostawiając sobie takie przerwy na stare lata. Wciskam się w las za kierunkiem strzałki na szlakowskazie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Dodatkowo biegnę po wyraźnych śladach, lecz próżno wypatruję znaków na drzewach. Wiem jednak, że szlak powinien prowadzić równolegle, nieco na północ. Istotnie, wkrótce odnajduję właściwą drogę. Raźno ruszam na Policę. Udeptanie szybko się kończy, a puchu miejscami szczodrze nawiało. Zdarza się i po kolana wpaść. Ściażka prowadzi pięknym lasem, oferując cały czas bezwietrzną ciszę. Tempo jednakowoż siada ciut.

Polica jest beskidzką księżniczką – tylko królowa Babia i Pilsko wznoszą się wyżej. O dziwo, na wierzchołku nie zastaję nikogo. Tylko zima i ja – jak tu dobre zdjęcie na fejsa zrobić? Wznoszę toast herbatą za Jej Książęcą Mość i ruszam niebieskim szlakiem w dół. Teoretycznie czeka mnie najłatwiejsza i najprzyjemniejsza część wycieczki. A jakże…

Po dwustu metrach gubię szlak po raz pierwszy. Znaków nie widać, które przejście między ośnieżonymi choinkami wybrać? Tracę kilka minut, w końcu znajdując drogę. Raźno zbiegam w dół, po czym mozolnie, w głębokim, kopnym śniegu, podchodzę na ostatnią górę dzisiaj – Czerniec. Ponownie: niech to szlag, gdzie szlak? Kilka razy zawracam do ostatniego oznakowanego drzewa, kołując po zboczu. Wreszcie podejmuję właściwą decyzję: idę na czubek Czerńca, skoro droga przechodzi tamtędy, to chyba znajdę… Udało się. Szus do przełęczy jest już czystą przyjemnością.

Mam nauczkę: trasę w górach trzeba planować z podwójną pieczołowitością, a zimą – poczwórną. Każdy fragment zapamiętać, a mapę dublować, papierową i w telefonie. Przyroda uczy pokory.

Wycieczka wspaniała, na Policach zima w pełni, jeśli tylko możecie – korzystajcie!

Więcej zdjęć na fb.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

3 thoughts on “Zimowe przekopki beskidzkie.

  1. Dziękuję Łukaszu za wspomnienie mej skromnej osoby : ) Faktycznie męczyli notorycznie, łatwo nie było. – Jak zrobić panoramę gdy nic nie widać panie przewodniku? – pytaliśmy nieustannie, na to pan Sławek odpowiadał : Nawet jeśli nic nie widać to zawsze coś widać. Dobre nie? To mówisz że w sobotę Tatry? Oj jak zazdroszczę Ci tej wyprawy na Police. Ja to teraz tylko kurde mogę sobie filmiki na You tube pooglądać jak ludzie chodzą po górach i tyle mojego. Na koniec czerwca planujemy wycieczke 3 dniowa na Wielka Racze ze Zwardonia i potem na Wielką Rycerzową, ale czy to wypali…? Oby oby. Piękny post Łukasz i fotki też 🙂 Przyjemnie się czyta opisy. Zgubić w górach to się można zawsze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *