Gdzie Rzym, gdzie Gdynia.

-Dosyć stromy jest ten port – zauważyła Agnieszka, mijając się z wagonikiem kolejki górskiej, mozolnie pnącym się po nachylonym zboczu. W dole śmigały żaglówki, wskazując kwilącym mewom korytarze powietrzne. Z drugiej strony dobiegał zgiełk samochodów, stojących w gigantycznym korku.

Gdynia bywa niełatwa.

Na nowym, eleganckim budynku nie ma śladu po Festiwalu Szekspirowskim. Ni flagi, ni plakatu. Tradycyjna, szorstka przyjaźń gdańsko-gdyńska pozostanie wyjaśnieniem? Kto lepszy; rozmiar decyduje?

Korek spowodowali triathloniści, lecz nie oznacza to, że nas, teatrolubów stawiło się mało. Oglądnęliśmy „Rzym” w wersji niemieckiej.

Niełatwo coś nowego ugrać z żelaznego repertuaru Szekspira i to jeszcze historii znanej, adoptowanej, opisywanej na wszystkie strony. Ze sceny jednakowoż Antoniusz, Brutus, Kleopatra i spółka przemawiali ciekawie, tu i tam świeże spojrzenie na sprawy rzucając. Lekko przyprawiono sarkazmem patetyczne zadęcie władców, nie za ckliwie wątek miłosny dodano, a przy tym wszystkim nie wciskano nam na siłę miłości do republiki. Pięknie wypadł stary wiarus Cezara, zagubiony w obliczu wojny domowej. A wisienką na torcie zaserwowano Oktawiana, rozszczepionego w dwóch aktorów, jednym głosem mówiących. Pochwała to czy nagana dla pierwszego imperatora?

Na szczęście nie wmuszano nachalnych rozwiązań. Ja, wychodząc, utwierdzony trwałem w słuszności skutecznych rządów pryncypatu. Lecz wielu obok miało na twarzy wypisane: niech żyje republika!

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *