Epitafium dla butów biegacza.

Podając koledze upuszczony portfel, zauważyłem dziwną rzecz.

-Co to masz na tym zdjęciu, o tu, ukrytym za fotografią małżonki?

Pokraśniał, patrząc na mnie błagalnie wzrokiem zranionej łani. Dzielnie jednak stawił czoła wyzwaniu, wyznając całą prawdę.

-To moje byłe buty. Złamałem w nich trzy godziny na maratonie.

Brawo. W nagrodę nie przedstawiam jego personaliów. No i dlatego, że to rozumiem.

***

W życiu wielu biegaczy nadchodzą takie chwile, kiedy łza się w oku kręci, a często i na ziemię spada: buty się rozsypują. Najwierniejsi towarzysze naszych treningów i startów kończą swoją służbę, klekocąc oderwaną podeszwą. Przetarta siateczka patrzy na nas żałośnie, skrzypiąc podzwonne. Ileż razem bojów przeszliśmy, jakie trudy i wyrzeczenia znosiliśmy razem, stopa w stopę. Nie znają tych więzi boso tuptający wariaci. Nawet nabyte bąble i obtarcia na trasach trudnych jawią się teraz wspomnieniem rzewnym.

I co, tak po prostu wymienić na nowszy model? Do kubła wrzucić i na wysypisko posłać?

***

Lewa: mnie powinieneś zostawić na pamiątkę, prawą część obuwia na złom wyrzucając. To ja cierpiałam bardziej, ścierając się na bieżni w węższym, wewnętrznym wirażu. Wciąż na tartanie dociążana, nierówność okrutną znosiłam, krawędź podeszwy niszcząc. Mniej mnie hołubiłeś, bramek mną nie zdobywałeś, ale w skokach ze mnie się wybijałeś, gdzie chwała żadna, bo któż patrzy z którego buta skoczek się wybija? A jeszcze ci powiem, że masz lewą stopę większą i mocniej mnie rozpychałeś, szybciej niszcząc. Żądam wdzięczności!

Prawa: mnie powinieneś zostawić na pamiątkę, lewą część obuwia na złom wyrzucając. Na bieżni mocniej mnie styrałeś, dłuższe kroki jako zewnętrznej wymuszając. Kopałeś tylko mną; i piłkę i kolegę w piaskownicy. Jak trzeba było stać na jednej nodze, zawsze tę moją wybierałeś. Nawet sznurowanie ode mnie zaczynałeś i mocniej ściskałeś. Żądam wdzięczności!

***

Istnieje kilka sposobów, aby życie wspólne z naszym obuwiem przedłużyć.

Oczywistą jest rzeczą, iż należy o nie dbać, chuchając i dmuchając z każdej możliwej strony. Przed ewentualnym praniem czytamy pięć razy instrukcję obsługi, zasięgnąwszy wpierw porady internetu, mamy i sąsiadki (tej biegającej, nie tej ładnej). Nie pozwalamy nikomu naszych kamaszy dotykać; po cóż kusić licho. To są sprawy powszechnie znane. Warto również dywersyfikować używanie, nabywając kilka par na każdy czas i podłoże: asfalt, przełaje, tartan, śnieg, sesję fotograficzną… To przedłuży żywot obuwia naszego, amen.

Jeżeli po kilku wyjściach poczujemy wzrastające uczucie do naszych butów, czym prędzej nabywamy drugą parę; albo lepiej dwie. Pozwoli to rozciągnąć wspólne obcowanie na miesiące i lata. No, nie będzie to dosłownie to samo, lecz coś jakby brat, siostra, bliźniaki, klon. Przy zmianie raz dwa się przyzwyczaimy, z poprzednimi niejako utożsamiając. A bo to komu nie zdarzyło się nazywać nowej miłości imieniem ex?

Cnotliwym i nadzwyczaj pozytywnym zwyczajem wolno, wzorem wzmiankowanego kolegi, jakąś pamiątkę po odeszłych towarzyszach pozostawić. Zróbmy zdjęcie lub pozostawmy jakąś cząstkę drobną pro memoria. Nosząc ją przypiętą przy sercu albo przy pięcie, damy piękne świadectwo wierności naszych uczuć.

Zalecam sięgnąć po jeszcze jeden środek, w psychologii dziecięcej szerzej znany. Otóż łagodząc maleństwu ból po zwierzątku, które dokonało żywota, radzi mu się przyjaciela namalować. W ten sposób towarzysz będzie trochę wciąż z tobą, tłumaczymy. Pędzle w dłoń! Jakże ślicznie wyjdą adasie olejną lub nikusie akwarelą na obrazie! I sztuka światowa zyska.

***

Zauważyłem, że kiedy moje buty biegowe kończą służbę, w sąsiedztwie sklepów sportowych zaczynają uciskać stopy, trzeszczeć, rozwiązują się sznurówki… Sugerują inną trasę, chcąc odwlec myśli moje od zakupu nowych.

Serio.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Epitafium dla butów biegacza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *