Dziki bieg.

„Nie tworzymy specjalnego regulaminu, reguły wydają się jasne: kto pierwszy na mecie”. W taki sposób przedstawia się Dziki Bieg, podsumowując niejako ideę i sposób przeprowadzenia tych specyficznych zawodów. Zachęcam do zaznajomienia się z zagadnieniem, ponieważ kilka aspektów owego przedsięwzięcia porusza czułe struny w sercu mym i niejednego znajomego biegacza.

Impreza z założenia ma charakter towarzyski i gromadzi ludzi złączonych wspólnym celem miłego spędzenia czasu, bez wielkiej infrastruktury i ambarasu. Co nie wyklucza jednakże mocnej rywalizacji.

Bieg to zatem offowy, poza nurtem masowym, posiadający mnóstwo zalet nieposiadania. Czegóż tutaj nie brakuje! Nie ma chipów, szatni, kategorii wiekowych, zupy na mecie, kurtyn wodnych, zadęcia, sponsora i dyrektora. A przede wszystkim nie ma regulaminu.

Wiele osób – w tym biegaczy – przyzwyczaiło się do życia ujętego w ramki i regułki, dopieszczających najdrobniejsze szczegóły. Czemuż to odeszliśmy od zdroworozsądkowych zasad? Żeby w razie czego móc pozwać do sądu? Często w zawiłościach punktów i paragrafów ucieka nam prostota, a wraz z nią radość ze swobodnego uczestnictwa w czymś miłym. Nie wszystko musi być spisane, gdyż jak powiada jeden z filozofów starożytnych: rzeczy oczywistych udowadniać nie trzeba. W razie wątpliwości odwołujemy się do poczucia sprawiedliwości. Tak też czynią organizatorzy Dzikiego Biegu.

Nie nawołuję do odrzucania wszystkich regulaminów, przedstawiam tylko alternatywę. Nie od rzeczy będzie jednak wspomnieć, że niektóre spisane zasady zawodów wręcz się zapętlają w sobie. Osłupiałem onegdaj, przeczytawszy w jednym punkcie pewnej znanej imprezy, iż „organizatorzy zastrzegają sobie prawo do zmiany regulaminu”. Nieco zachwiana równowaga praw…

Miejsce rozegrania zawodów również ku dzikości prowadzi. Mamy na północnej rubieży Warszawy piękny las: Choszczówkę. Rozmiar terenu zdatny na długość dystansu, a po drodze zaznamy przełaju piachem, wydmą, chaszczem, pyłem, a jak bogowie deszczu dadzą, to i błotem. Lekką przyrodą zajeżdża z daleka.

Tak na koniec luźniej dodam, że otrzymujemy po prostu fajną alternatywę dla asfaltowych masówek. Będą medale czy nie, rzecz drugorzędna. Na pewno sympatycznie spędzimy czas w towarzystwie zacnym; na pierwszej edycji widziano na przykład Pawła Żuka. Dwójka głównych mącicieli zabawy, czyli Kamil i Paweł, gwarantują staranie o wszystko, co naprawdę ważne.

Bez regulaminu.

Zamieszczam link do profilu imprezy: klik

Łukasz Klaś

1 thought on “Dziki bieg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *