Dzień, którego nie ma.

I jak tu nie lubić poniedziałków? Absurdy wymyślane przez przaśnych polityków mają, oprócz waloru humorystycznego, czasami także wymierność: nieoczekiwany dzień wolny od pracy. Ustawiamy budziki na dziewiątą najwcześniej, gdyż nie musimy nic: 12.11.2018 przyleciał swoistym bonusem i na parapecie siadł, ku uciesze rzesz pracowników najemnych. Pracodawcy mają mniej wesołe miny; w przyrodzie wszystko się równoważy…

Ogłaszam wielki polski dzień lubienia poniedziałków. Choć raz dzielą ze mną tę przepiękność prawie wszyscy rodacy. Jupi.

Kiedy się tak weekend wydłużył, trzeba korzystać zeń: odwiedziliśmy znów teatrum w najkulturalniejszym miejscu miasta: pałac. Sztuka „Zwierzoczłekoupiory” brzmi groźnie tytułem, z pozoru o Konwickim traktując; w rzeczywistości okazała się satyrą na schodzącą (?) z innej sceny Hannę Gronkiewicz-Waltz. Na deskach „Studio” potraktowano panią prezydent łagodnie: takie humoreski o sobie to każdy by chciał. Quasi-musical z niewielkim polotem, acz zdarzyły się perełki – Kebabolot i węzeł Konotopy lekki śmiech na widowni wzbudziły. Piosenki niezłe może ze trzy, ze scenografii niezły pomysł z ruchomą Rotundą. Skwitowano zwięźle: poleca się, lecz tylko w cenie wejściówek (20 zł).

Niemniej czas darowany nie stał się przecież czasem straconym; kto wie, kiedy następny tak luby poniedziałek się zdarzy.

W weekend wszystko poszło na odwrót: na marszu brak zadym, za to mgła zaciągnęła zasłonę dymną na znaczną część pokazu ogni sztucznych z tejże okazji. Paradoks czy znak: ludzie, opamiętajta się. 🙂

Niedzielę uczciliśmy też Biegiem Niepodległości na naszej Białołęce, gdzie udało się nam zająć trzecie miejsca równiutko. Zasłużony ten dzień wolny.

Po takim weekendzie taki poniedziałek zasłużony.

Lubię to.

 

Łukasz Klaś

10 thoughts on “Dzień, którego nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *