Dzięciołowanie.

W wielkim Lesie Bielańskim zebrali się biegacze, aby sztafetować. Czteroosobowe formacje walczyły w trzech kategoriach: damskiej, męskiej i mieszanej. Team Parszczyńskich wystawił dwie nadobne ekipy, biorąc do boju również Agnieszkę. Rolę Symbolu i trofeum zawodów pełni dzięcioł czarny, sympatyczne ptaszysko zamieszkujące teren zawodów i okolicę. Nie należy stąd wyciągać wniosków, iż ktoś sugeruje uczestnikom puknąć się w głowę…

Dystans wynosił 2,5 kilometra; start usytuowano na polanie o apetycznej nazwie Bochenek. Początek płaską drogą w lesie, lecz później zaczynały się – nie tyle schody, co gałęzie. Wiatr tu i ówdzie przygotował niespodzianki, wymagając natężenia nie tylko mięśni, ale i uwagi. Głową się ponoć (?) wygrywa. 😉 Na wąskich ścieżkach również przydała się ostrożność i balans ciałem. Zaserwowano deserem dwa „lekkie” piaszczyste podbiegi i już szerokim łukiem rozpościerał się szybki finisz. Niektórym brakowało kałuż, niemniej przełaj uznano za interesujący. Niejedna to pochwała, spotykająca organizatorów. Na mecie bardziej panoszyło się wyczerpanie niż świeżość…

Frekwencja dopisała; podziwialiśmy sześćdziesiąt dwie ekipy. Wszak 62×4 równa się prawie 250, co uspokaja covidowych decydentów. Jak zwykle, zachowujemy dystans wszem i wobec też. Bezpieczeństwo panowało wokół pełne. Strefy zmian pilnowano starannie.

Składam niski pokłon trenerskiemu małżeństwu Parszczyńskich: dwie drużyny zajęły dwa pierwsze miejsca wśród pań. Brawa!!! Agnieszka dołożyła swoją cegłę do trudu zwyciężczyń. Odebrała nagrodę w postaci pięknego „utpeka” i foty z Pawłem Januszewskim. Muszę zaznaczyć, że zaimponował mi mistrz płotków. Mikrofon mu nie przeszkadza, mówi inteligentnie, zachowuje się życzliwie bez śladu zadzierania nosa. Klasa! Panie mówią jeszcze, że przystojny.🤔


Towarzysząc biegaczom w roli kibica obserwowałem zawody z wygodnej pozycji leniwego fotografa. Przyszła mi do głowy myśl, iż warto startować w sztafetach: pokonawszy swoją zmianę, jest czas na kibicowanie innym, spokojne objadanie się, etc. Są to przyjemności, które zwykły rytm zawodów (rozgrzewka, start, przebranie) mocno ogranicza. Stąd polecam od czasu do czasu zebrać ekipę…

I dzięciołować do woli.

***

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Dzięciołowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *