Dwa kolory: zielony.

Barwa owa należy do moich ulubionych, lecz nie tylko dlatego o niej piszę. Oznacza nadzieję i odznacza się pięknem. Łagodzi i koi. Wkrótce „green” odegra jeszcze ważniejszą rolę w moim życiu – świadomym wyborem symbolu. Jakże miła to decyzja; spróbuję uzasadnić.


Dana nam, człowiekom, prezentem paleta oferuje wachlarz odcieni: seledynowy, szmaragdowy, groszkowy, malachitowy, nefrytowy, khaki, oliwkowy, pistacjowy… Można by mnożyć nazwy, a każda treściwa, wyrazista, skojarzeniem nasuwająca od razu przed oczy obiekty pomalowane. Jakże przebogatą jest zieleń. Znamy ten temat najlepiej z widokiem przyrody wiosennej, wrzucającej nam tyle subtelnych odcieni, że wyobraźnią trudno ogarnąć; jak pięknie.

Nefrytowy odcień podkreślam z tego bogactwa uwzględniwszy czynnik estetyczny, lecz także literką pasujący. Wkrótce okaże się, dlaczego…

***

Zielony króluje w przyrodzie, stemplując ową pozycję pieczęcią chlorofilu. Im bliżej równika, tym bardziej owa dominanta staje się oczywistą. Lecz i króciutkie polarne lato potrafi zachwycić soczystością roślin. Długimi miesiącami jesienno-zimowymi na większych szerokościach geograficznych obronę naszego barwnika przejmują szmaragdowe wody. Ludzie, tęskniąc za wiosennymi soczystościami, gdzie tylko mogą chuchają na kwiaty i krzewy, aby ich kolorem choć pod dachem oczy cieszyć. A trwale zieleń trzymają drobne igiełki strzelistych świerków, jodeł i sosen. Ich szaty niezmordowanie grają wśród ponurych brązów i szarości, świeżością listopady i grudnie pojąc.

W zorzy polarnej za naszą barwę odpowiada tlen. Strumień cząstek słonecznych, napotykających na swej drodze atomy tego pierwiastka, skrzy się na okołobiegunowych niebie cudownym kobiercem. Panna Aurora przyodziewa często właśnie taką szatę, zachwycając polarników i turystów. Spektakl gra na niebie nieporównywalny z niczym innym.

Zieleń należy także do znaków rywalizacji, gier, sportu. Symbolizując te dziedziny, zawiera w sobie smak porażek i triumfów. Nie przez przypadek spotkamy ją na boisku piłkarskim, korcie, stole bilardowym, w kasynie i przy brydżu.

Obszar współzawodnictwa należy do moich ulubionych, bijąc źródłem inspiracji do rozwoju, pracy i nauki. Tym motywem seledynowy nefryt kojarzy mi się z parciem do przodu, odkrywaniem nowych horyzontów i przełamywaniem barier. „Semper in altum” – dewiza mojego liceum pozostaje aktualną, ostrzegając jednocześnie: kto stoi w miejscu, ten się cofa.

Zieleń jest wzrostem.

Zielono mi w głowie, zielono w duszy. Nadziejo, trwaj. Warto ten kolor wziąć na sztandary i światu polecać.

No dobrze, lecz czemu tak dużo tych seledynkach piszę? Odpowiedź poznacie wkrótce. 😉

Łukasz Klaś

7 thoughts on “Dwa kolory: zielony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *