Dress code.

Nie suknia zdobi człowieka. Akurat: jak cię widzą, tak cię piszą. W głos zapewniamy z najświętszym oburzeniem, iż żadne mody, trendy i branżowe presje na nas nie działają, przeglądając jednocześnie żurnale. Ochlapując wszechświat obłudą poświęcamy funkcjonalność szatek na rzecz targowiska próżności, dostosowując się karnie do stada. Dress code, dzień i noc, pracą i rozrywką, w domu i na ałtsajdzie. Również biegające rzesze podporządkowują się grzecznie, zsyłając wytwórcom ciuchów wymarzony popyt.

Dress code: racja fasonu, rzekną jedni. Znamię dresiarstwa, przetłumaczą inni.

Rozdrobnienie sposobów ubierania według uprawianych aktywności imponuje i zniewala.  W barwnym świecie fitness osobną kolekcję musimy przygotować na aerobic, inną na pilates, zumbę, stretching… Nie wypada tych samych butów na różne zajęcia założyć. Siłkę określają nam obszary: strefa lansu, koksu, leszcza i abs. Same nazwy zniewalająco podpowiadają, co na siebie włożyć.

Na widok takiego dress codu można spokojnie zemdleć. 🙂

Tam, gdzie strój zbliża się do funkcji munduru, dress code narzuca się oczywistością. Mają szyk wędkarze, ratownicy, harcerze, wspinacze, astronomowie i ptasiarze. Ci ostatni często stają przed rozdzierającą serce decyzją, bo najlepsze stroje terenowe w  dziale myśliwskim; jakże to u jednego źródła z mordercami zwierząt się zaopatrywać?

Warto przed pierwszymi zajęciami sztuk walki zapoznać się z wymogami wyprawki. W tych okolicach szaty wiążą się wręcz z nienaruszalnym ceremoniałem; założywszy przypadkowo strój należny mistrzowi można z treningu wylecieć, dobrze, jeśli w jednym kawałku.

Przykład mocnego fasonu basenowego: klapki Natura2000. 🙂

I na pływalni, choć oszczędnie, moda się pokazuje: kostiumy kąpielowe pomagają szyku zadać. Także morsy całkiem nago przecież do mroźnych kąpieli nie chadzają. Tekstylia rządzą!

Poncho ozdobą morsujących.

A biegacze?

Nie owijajmy w bawełnę: muszą. W doborze stroju stosujemy pryncypialną zasadę: od innych sportów się odróżniać, wyróżniać, z góry patrzeć! Uchowajcie bogowie na zawody jakieś fitness trepy założyć; maratończyk – to brzmi dumnie wszak. Trzeba i wierzchnością potwierdzić wewnętrzną głębię truchtania. W sklepie kierujemy się od razu do działu: running, z pogardą pomijając inne półki. Eilta, śmietanka. Kasta.

Dlaczego Bartek biega w takim stroju? Odpowiedź: klik

A głębiej sięgając, rozwarstwimy i nasz światek na części; przynajmniej dwie. Pierwsi ścigacze postępują, migający po asfalcie i tartanie z chyżością antylop. Koszulka i spodenki obcisłe do granic pęknięcia zakładają, preferując kolory żywe, żarówiaste, kontrastowe. Ideał: różowy + seledynowy z domieszką krzyczącej cytrynki. Używają ci mistrzowie butów jak najlżejszych, tak około dwieście gram najlepiej. Pamiętać należy o zachowaniu nienagannej czystości takich kreacji. Kałuże omijamy, a jeśli chlapnie autko na nogawkę natychmiast ścieramy. Woda stojąca na bieżni jest oczywistym powodem do urządzenia awantury gospodarzowi stadionu.

Na głowę dozwolone tylko opaski lub czapki, Boże broń buff.

Z drugiej strony znajdziemy ultrasów, co przełajem chadzają. Ci obuwia ciężkiego, pancernego zażywają, bo to nigdy nie wiadomo kiedy błoto, a śnieg, a topiel, a skała. Nawet w parku poniżej 1 ha powierzchni. Ciuchy luźne ubierają, skłaniając się do barw wojenno-surwiwalowych. Zza karków musi też wystawać rura z życiodajnym napojem.

Na głowę dozwolone tylko buffy, Boże broń opaski lub czapki.

Ultrasy groźne 😀

 

 

Jak miłośnicy dress codu potraktują naturystów? Pogardliwym milczeniem…

 

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Dress code.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *