Długi i dłuższy.

-Rozmiar ma znaczenie – mówi Sebatacz, mój kolega i biegacz nie na żarty. – Liczy się długość, twardość, wielkość. Pieprzyć technikę!

Kolega utrzymuje się w stanie bezżennym. Tak jakoś wychodzi.

Szuramy z zacięciem, trenując i startując w zawodach. Licznik kilometrów bije, wymownie świadcząc o naszej pasji (wariactwie – twierdzi mama Sebatacza). Jak w tym zacięciu znaleźć właściwe proporcje pomiędzy intensywnością a długością, wyrażoną w kilometrach i minutach? Warto uporządkować wiedzę o tym zagadnieniu, określając cele i środki najskuteczniej do nich prowadzące.

Według oficjalnej nomenklatury sportowej, dystanse do 400 metrów nazywamy sprintami; następnie do jednej mili mamy biegi średnie i od trzech kilometrów długie. Czy istnieje szansa na dodanie w tej systematyce określenia „ultra”? Nie spodziewam się. Decydującą rolę odgrywa przecież kasa, a zatem: telewizja. Zważywszy na czas trwania, zawody 80+ raczej nie zostaną zaproszone do ekskluzywnego grona hołubionych na szklanym ekranie. Nie robiłbym sobie także nadziei na igrzyska olimpijskie. Ultrasi, wiadomość dla Was zatem: zostaniecie niszowcami, dumnymi w swym biotopie, albowiem: rozmiar gra rolę! Długość niekiedy dyskwalifikuje…

Sprintami mało kto amatorsko się para. Wobec braku popytu, podaż minimalizuje się. Słyszał kto o festiwalu biegów ultrakrótkich? Zatem spokojnie możemy przejść do interesujących nas dystansów honorniejszych. Cóż bowiem heroicznego w przebyciu stu metrów, niechby i bardzo prędko? Do miana sloganu urasta dumnie powtarzane na fejsie i u cioci na imieninach: jestem typem wytrzymałościowca. Sebatacz ma trochę racji…

Maraton to królewski dystans, honor, lans i euforia. ☺ Fot. OWM

Ile biegać? Wbrew pozorom w pytaniu tym kryje się pryncypialny czynnik, mocno wpływający na wyniki – i zdrowie. Pewne zasady działają bez względu na docelowy dystans (od 3 km do ultra) i na poziom trenującego.

Powtarzam zatem z innymi trenerami: zdrowo i rozsądnie dreptamy do dwóch godzin. Czasem można ten czas wydłużyć o 30 minut, lecz tylko wyjątkowo i na niskiej intensywności. Dłuższe bieganie przynosi więcej strat, niż zysków. Niby proste, a wciąż przez wielu nieprzestrzegane. Skutkuje przemęczeniem, urazami i kontuzjami. Nie warto.

A co z wielkimi wyczynami, o których wciąż słyszymy: naście maratonów dzień po dniu, zawody na 1000 i więcej kilometrów? Po pierwsze: tym parają się specjaliści, stanowiący promilowe wyjątki z całej rzeszy szuraczy, także pod względem psychicznym. Ciężko też stwierdzić, jakie okażą się wieloletnie skutki tych obciążeń. Po drugie, spróbujcie przebiec trzy maratony dzień po dniu. Przejdzie wam zachłyśnięcie „sajzem”… 😉

Takie wyczyny zostawcie fachowcom, jak Paweł Żuk.

Czyż nie przyjemniej nudne piąteczki sobie pykać, ciało wzmacniając?

Zaznaczmy tutaj, iż nieco inaczej sprawa się ma z terenowymi ultra, pokonywanymi w dostojnym tempie „limitowym”. Dla zawodników solidnie przygotowanych, dystans zaliczony de facto marszobiegiem, nie forsuje tak bardzo organizmu. Składa się na to zmienny charakter ruchu (szybkość, teren), odpoczynki, spokojne odżywianie i nawadnianie, używanie kijków i – last but not least – luz psychiczny. Stąd osoby nie wykazujące cech mocarzy śmigają kilka ultra górskich rocznie i żyją długo i szczęśliwie, jeśli o regeneracji pamiętają.

Ultra to rozległość przestrzeni.

Osobnym zagadnieniem widnieje zaniedbywana często technika. W tym punkcie nie zgadzam się z Sebataczem: ona ma znaczenie. Można – i powinno się! – wciąż ją poprawiać. Podskoczą: wyniki, komfort, zdrowie, ładność pląsu (zdjęcia!) i uznanie w Lasku Bielańskim. 🙂

Przewijającą się tu i ówdzie nowością nie pierwszej młodości jest hasło: na samopoczucie. Brzmi ładnie, kryjąc wszakże subtelnie zamaskowane pułapki. Zwolennicy takiego naturalnego podejścia do biegania podpierają się tysiącami lat ewolucji, orzekając: organizm wie, co dlań dobre. To prawda, działająca jednak często jedynie w danym momencie, a nie uwzględniająca skutków długofalowych. To tak jak z jedzeniem: wchrzaniając bez umiaru czujemy błogość, a żołądek jakoś nie protestuje. Cierpienia zaznajemy później, przeklinając swe obżarstwo. Podobnie postępujmy w szuraniu, nie wydłużając treningów na dobre samopoczucie. Lepiej mieć udany cały sezon…

Trzymajmy się zaplanowanego kilometrażu, chłodną głową rządząc dawkami treningu. A korzystając z błogostanu rozmiaru, nie zaniedbujmy techniki.

To się może przydać nie wiadomo kiedy i gdzie, mój drogi kolego Sebatycz.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Długi i dłuższy.

  1. Pewnie że ma znaczenie hehehe 😉😉😉😉 zgadzam się z tym Kolegą

    O Festiwalu biegu ultrakrótkiego nie słyszałam, ale chętnie się dowiem.

    Pozdrawiam Łukasza i Agę 😃😃😃

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *