Czy dni deszczu.

Teatr znów żyje…

Lubię Teatr Warsawy, choćby dlatego, że nie lokuje się w Pałacu Kultury i N. Spokojna okolica Rynku Nowego Miasta stwarza odpowiednią atmosferę dla sceny średniej wielkości. Ciekawy repertuar zachęca do odwiedzin. Wokół unosi się mgiełka intelektualnego snobizmu – mego grzechu założycielskiego.

Kiedy tylko covid drama zelżała, z przyjemnością kierujemy tam swe kroki. Po ostatnich spiekach, trzy dni deszczu dobrze nam zrobią.

Otrzymujemy sztukę Greenberga podwójnie gorącą: po pauzie covidowej wszystko świeże, a tu jeszcze debiut reżyserski. Rafał Mohr niejedne deski deptał, lecz co innego grać, a co innego kierować. Jak mu poszło? Wobec szczupłości środków, wystawiwszy ocenę pozytywną, namawiamy do śledzenia dalszej drogi artystycznej. Podstawy do solidnej kariery reżyserskiej widać wyraźnie. Trzymamy kciuki.


Sztuka została podzielona na dwa akty zabiegiem frapującym – ta sama trójka aktorów gra dwa pokolenia, odwrotnie chronologicznie. Trzeba im oddać, iż sobie z tym wyzwaniem poradzili, co nie oznacza zachwytów: mogło być lepiej. Niemniej zobaczyć na pewno warto. Rekomendujemy.

Trzeba pamiętać o lżejszych maseczkach; mój spocony ryj Wam to mówi😷

***

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *