Czarnopole.

Sprawy dojrzały do napisania kryminału biegowego; przedstawiam fragmenty pilotażowo. Wszelkie przedstawione szczegóły autentyczne, bo powstały w umyśle autora. 😀A zresztą – jaki to dziś dzień?

***

Wiosenne słońce niezdecydowanie przedzierało się przez wiosenne listowie, barwiąc dno lasu bladą żółcią. Na ścieżkach niknęły z wolna ślady wczorajszego deszczu, a w powietrzu unosił się miły zapach gleby i igliwia, pozwalający choć na chwilę zapomnieć, jak nędzną pozostałością niegdysiejszych puszcz jest ten zagajnik, wciśnięty pomiędzy blokowiska młodej dzielnicy warszawskiej – Czarnopola. I na taki skrawek przyrody przypadało już dziś pięć tysięcy ludzi, trzysta czternaście psów, sto siedemnaście rowerów, dwadzieścia dwie wiewiórki i siedem zdalnie sterowanych modeli autek terenowych. A kolejne domy były budowane dookoła. Las ledwo dyszał.

Rankiem ciszę przerywała tylko rozmowa dwojga dzieci, wyprowadzających psa marki Maltańczyk na spacer. Rodzeństwo było w wieku środkowoszkolnym, wygadane i pełne energii. Od razu dało się dostrzec, że rej wodzi dziewczynka, a brat zgadza się na wszystkie jej decyzje, ratując honor mężczyzn skrzywionym wyrazem twarzy. Taka wcale nierzadka sytuacja w duecie damsko-męskim.

-Pójdziemy zobaczyć pułapkę na dziki – zaproponował Iwanek bez wielkiej wiary w powodzenie.

-Nie, odwiedzimy górkę przy szkole – Alinka nie musiała podnosić głosu.

-Niech będzie, ostatni raz ci ustępuję.

-Luna, luna! – Wszyscy właściciele psów znają ten moment: zagadasz się na minutę i ulubieńca – prysk! – nie ma.

-Gdzie się ten pies podział?

-Nie pies, tylko piesek. Tyle razy ci z tatą tłumaczyliśmy.

-W ogóle to jest samica. Czyli suka.

-Sunia.

-Już jej pokażemy, przecież tłumaczyliśmy tyle razy, aby się nie oddalała sama.

-Natrzemy jej uszu porządnie.

Z boku górki dobiegło głośne szczekanie. Dzieci puściły się sprintem pięknie świadczącym o ich trosce o zwierzaka.

-Luna, nieznośny łobuzie! -Sztorcowała ją Alinka, jednocześnie zasypując gradem całusów. Iwanek chętnie by pomógł w przytulankach, lecz chwilowo dostępny był tylko ogon.

-Siostro! -Dziewczynka odwróciła się, słysząc dziwnie brzmiący w ustach brata zwrot.

-Patrz!

W jednym z dołów pozostałych po fabryce, na wpół przysypane igliwiem i zeschłymi liśćmi, leżały nogi ubrane w kolorowe legginsy i sportowe buty. Kończyny się nie poruszały; dzieci, wiedzione instynktem charakterystycznym dla gatunku ludzkiego zdały sobie od razu sprawę z sytuacji.

-Ja cię kicię, znaleźliśmy trupa.

***

Cuprzyk stał przed otwartą pułapką na dziki i zastanawiał się, czy na tym cholernym Tarchominie wszyscy biegają. Wpatrywał się w drewniany domek z zapadką może od kwadransa, a w tym czasie minęły go już cztery mniej lub bardziej sapiące postaci w kolorowych, obcisłych ciuszkach. Sam detektyw wyglądem zdradzał wyraźny stosunek do tematu; pięknie zaokrąglony brzuszek wskazywał dobitnie, gdzie jego właściciel ma bieganie. Musiał się jednak zagłębić w ten światek, choćby przez wzgląd na okoliczności znalezienia ciała denatki. A trasy truchtających Tarchominian dziwnie często krzyżowały się z miejscami pułapek na dzikich kuzynów świń. Zwierzętom i ludziom, zwłaszcza tym ceniącym ruch pod gołym niebem, zaczynało być w okolicy ciasno. Cuprzyk westchnął do czasów, gdy w Czarnopolu stały dwa bloki, poprawił spodnie w pasie i czując na pośladku miły chłód pistoletu, przekroczył wrota zapadni.

***

Czarnopole było typową wiejską okolicą, wchłoniętą przez miasto. I właśnie nie przedmieściem, peryferiami, lecz kwitnącą niegdyś białym kwieciem łąk, szumiącą borem sosnowym, pachnącą gnojówką pól zasraną wiochą. Warszawa podpełzła niczym zdradziecki wąż, wpierw cicho gotując się do skoku, by potem nagłym atakiem swojego betonowego cielska zaczopować bukoliczną sielankę Czarnopola. W mgnieniu wiosen i jesieni ubywało śladów dawnej świetności, owsem i miodem pachnącej. Do legendy i lokalnego mitu przechodziły zmurszałe opowieści. O przystanku autobusowym Tarchomin Wieś, wyśmiewanym przez dandysów stolicy jeszcze za poprzedniego ustroju. O dworku, po którym jeno flankujące bramę ogromne dęby pozostały, dziś wstrzymujące poszerzenie jezdni skuteczniej niż drapieżne aktywistki z Eko-Czarnopola. O krowach, dających mleko ponoć smaczniejsze niż te spod Pruszkowa, o wołomińskich nie wspominając. A bloków przybywało, zasiedlanych przez ambitne słoiki, zaczynające swe warszawskie kariery. Prostokątne pudełka pożarły pola, gaje, dąbrowy i ugory. Przychodzące na świat dzieci miały już CV wpisane „urodzony w mieście”. I wreszcie bach! W pół roku postawili galerię handlową, wielką pieczęcią stemplując miejski status okolicy. Czarnopole bezpowrotnie z pięknej, wiejskiej gąsienicy przepoczwarzyło się w ohydnego, asfaltowego motyla.

***

-Patrz kochanie, dzik się złapał – rozległ się w lasku szczebiot niewieści. Parka zatrzymała się przed pułapką, przebierając nogami w miejscu.

-Spora musi być sztuka – stwierdził tonem leśnego wyjadacza mężczyzna, wsłuchując się w odgłosy dochodzące z wnętrza.

-Hej, ludzie, otwórzcie to kvrestwo! – Wrzasnął domniemany dzik ochrypłym głosem.

-Po, po, po co pan tam wszedł?

-Ratować księżniczkę z rąk wampirów do cholery! Nie stójcie tak, tylko mnie wypuśćcie, na Swaroga!

-I ona tam z panem jest, ta księżniczka? I te wampiry?

-Kochanie, proszę cię… Biegacz zaglądnął przez szpary między deskami. – Jest sam – stwierdził stanowczo.

-Lepiej zadzwońmy po policję.

-Albo do Eko-Czarnopola.

-Czemu pan nie poinformował odpowiednich władz o swojej sytuacji używając telefonu mobilnego? – Kobieta wykazywała naprawdę dużo dobrej woli.

-To ja jestem policja! – Podnieście te pieprzone drzwi!

-Proszę pokazać legitymację…

Odgłosy miłej pogawędki ściągnęły już rowerzystę, panią z pieskiem, pana z psem i młodzieńca z czerwonym nosem. Zawiązała się ożywiona dyskusja, przy czym zdania co do dalszych poczynań były podzielone…

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Czarnopole.

  1. Ciekawy tekst. Spodobał mi się. Czekam na ciąg dalszy. Ja też zaczęłam ostatnio pisać na blogu coś w postaci książki blogowej. Ostatni wpis. Ciekawe co powiesz. Pozdrawiam serdecznie z Krakowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *