Co ma tyłek do grozy?

Opisuję uwiecznioną na powyższym zdjęciu książkę z podwójnym ukontentowaniem, uśmiechając się pod nosem. Tematyka mroczna, a odpowiednio podana, pozwala w spokoju i zadowoleniu czytać, delektując się; wszak to fikcję nam serwują. Oprócz oczywistych literackich wartości, dziełko to ujęło mnie za serce kwestią prozaiczną, mianowicie techniką wydania. Takie kieszonkowe formaty wzbudzają rzewne i błogie sentymenty. Lubo nosi się w tylnej kieszeni sfatygowany, pogniecony tomik; zgrabnie się też w dłoni układa. Nie neguję postępu, doceniając wygodę książek cyfrowych. Jednakże takie słowo na tyłku transportowane tworzy z czytelnikiem szczególną więź. Ja to czuję. Książkę można kochać, telefonu się nie da.
🍀🍀🍀

Proza Howarda Philipa Lovecrafta zyskała sobie sporą sławę, wykraczającą poza świat miłośników horroru. Żyjący na przełomie wieków Amerykanin ciężkiego doświadczał losu; może i stąd inspiracja go nachodziła? Jego dzieła, a nawet cała stworzona, systemowa wręcz mitologia, doczekała się rzesz wielbicieli dopiero po jego śmierci. Częsty to – niestety – przypadek u artystów.

Zew Cthulhu zbiera kilka opowiadań, połączonych mianownikiem treści, osnutej wokół czających się w mroku tajemnych, złych sił; wspólne jest też miejsce akcji – północno-wschodnie stany USA. Bohaterowie próbują walczyć z okrutnymi mocami, choć z góry skazani są na porażkę. Wszystko okrywa ciemność, tajemnica pochodząca z czasów nieznanych ludziom. Każdą opowieść czyta się dobrze, akcja trzyma w napięciu, choć przypomina opis koszmaru, sennej trwogi. Bezsilność, niedopowiedzenie stale towarzyszy ludziom zaatakowanym przez złe moce. Na końcu nie zwycięża dobro.
Schemat opowiadań jest dość podobny: narrator dowiaduje się o dziwnych i niepokojących wydarzeniach, przybywa na miejsce, studiuje stare księgi, pcha się (oczywiście – sam) w pułapki demonów… Lecz czyta się naprawdę świetnie. I swój stempel dostaje także miły memu sercu świat ptactwa: lelki kozodoje grają ważną rolę.

Autor pisze jednak ze swadą, używa bogatego słownictwa i dobranej stylistyki. Utrzymując ciekawość czytelnika w napięciu, nie podaje oczywistych rozwiązań. Czyniąc gdzieniegdzie nawiązania do ponurych zagadek historii naszego świata, nie pozwala wrzucić wszystkiego do pojemnego wora z napisem: fikcja. Wielka jest lista spraw, o których mamy mgliste pojęcie…

Polecam z całym przekonaniem. Delektujcie się zgrozą i przerażeniem, nawet jeśli nie przybiera formy siedzącej w tylnej kieszeni.

🍀🍀🍀

Łukasz Klaś

8 thoughts on “Co ma tyłek do grozy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *