Buzia.

Słońce świeci, sugerując ład, pogodę i zadowolenie. Ale. Przechodząc ulicą mimo czuję, iż coś na mnie spogląda. Zerkam bokiem, zwalniając kroku, strzygę ślepiem i widzę. Na ścianie panoszy się twarz. Jestże to buzia, miły wizaż, czy raczej facjata, gęba, morduchna, ryj, pysk, cyferblat jeden! Złośliwie patrzy. Rzęs nie ma, a mruży; brwi brakuje, a stroszy. czytaj dalej »

10 grudnia.

Książka George Saundersa stanowi zbiór dziesięciu opowiadań, przy czym ostatnie dało tytuł całości. Autora porównują – czy słusznie – do Kurta Vonneguta, uzasadniając podobną ironią, dystansem do kultury konsumpcyjnej i wszechobecnej tandety. Dziełko powstało w roku 2013, co ma pewne znaczenie dla odbioru treści. Saunders pokpiwając z szaleństw naszych czasów bieżąco wprowadza do narracji ich czytaj dalej »

Urodzaj.

Zaprawdę, aby optymistycznie popatrzeć na dolę, wytarczy czasami zwrócić uwagę na drobny szczegół otoczenia. Flanuję ulicą, starając się nos znad kwinty unieść i oto widzę kwitnące drzewo. Tuż obok chodnika, w sercu wielkiej stolicy, panoszy się i jędrni obfita, kipiąca bielą zieleń. Ileż energii pozytwnej rzuca na rzeczywistość zwykła ulęgałka. A może właśnie ona stanowi czytaj dalej »

Sztuka.

Niebyt szczęśliwie byłoby nazwać tę książkę podręcznikiem. Skłaniam się ku określeniu przewodnik. Ernst Gombrich, znawca mistrzowsko posługujący się słowem, prowadzi nas przez dzieje, wyjaśniając, jak rozwijała się i ewoluowała sztuka. Rdzeniem opowieści jest malarstwo, lecz znajdziemy też liczne odniesienia do architektury, rzeźby, a pod koniec – fotografii. Całość zawiera przekrojem wszystkie istotne nurty, wymieniając każdego czytaj dalej »

Stalowe magnolie.

One przychodzą wiosną. Czasami zdarza się to wcześniej, innym razem później. To zależy od roku. Lecz zawsze gdzieś-tak-w-okolicach-Wielkanocy na niezbyt pozornych szkielecikach krzewów odbywa się kolorowe misterium. Wpierw nabrzmiewają pąki, a nie są to jakieś maciupcie kotki-bazie, tylko dorodne szypuły, nabrzmiałe sokami, miąższem i gotowością. Prawdziwe pączyska, przywodzące na myśl wybujałość tropikalnej dżungli, takiej, której czytaj dalej »

Po.

Wybiegam przed dwudziestą, jednym ziewnięciem strzepując z siebie zmęczenie dnia. Słońce zaszło dziś po dziewiętnastej, zatem wychodząc wpadam w skradającą się ciemność, ledwo, ledwo nadgryzioną niknącym pomarańczowawym paseczkiem na zachodzie. Na zewnątrz czai się pustka i cisza, życzliwie przyjmując samotnego zbłąkańca. Pora dyktuje temperaturze rześkość; lekki dreszczyk bacikiem pogania do żwawości. Biegnę. *** Nie będąc czytaj dalej »

Opa-trunek.

Wielka Sobota niezbyt nadaje się do rozważania pokus bachicznych procentem, lecz teraz wszystko na głowie się postawiło. Poza tym, ratując się przed oburzeniem tradycjonalistów, można (niby) sprecyzować, że dopiero po wieczornej rezurekcji… Uczyńmyż ten wyjątek, wybaczalny z powodu izolacji, sprzecznej z charakterem uczciwych Wielkichnocy. Godzi się zatem po staropolsku, z poszanowaniem bliższej i dalszej pradawności, czytaj dalej »

Akwarium.

W naszej szklanej skrzyni dobrze się żyje. Każda rybka znajduje dla siebie miejsce. Temperatura wody utrzymuje się na komfortowym, subtropikalnym poziomie, znanym z koralowych raf. Delikatne światło rozprasza ciemności, pozwalając nam skrzyć się w pląsie giętkich ciał. Dla łaknących odrobiny odosobnienia przygotowano groty i wielką konchę, gdzie nikt nie przeszkadza samotnikom. Napowietrzanie działa bez zarzutu, czytaj dalej »

Kostka.

Wymyślona przez profesora Erno Rubika zabawka nadaje się na każdy czas, lecz w zamknięciu i nudzie – szczególnie. Może to stanie się impulsem, aby zacząć swą przygodę z tym niewielkim sześcianikiem? Gorąco polecam, zapewniając, iż znajdziecie go prostszym, niż się wydaje. Tu i ówdzie zabawka ta rodzi nadzieję, na pochłonięcie uwagi dzieci, dających się czasem czytaj dalej »