Dzień, którego nie ma.

I jak tu nie lubić poniedziałków? Absurdy wymyślane przez przaśnych polityków mają, oprócz waloru humorystycznego, czasami także wymierność: nieoczekiwany dzień wolny od pracy. Ustawiamy budziki na dziewiątą najwcześniej, gdyż nie musimy nic: 12.11.2018 przyleciał swoistym bonusem i na parapecie siadł, ku uciesze rzesz pracowników najemnych. Pracodawcy mają mniej wesołe miny; w przyrodzie wszystko się równoważy… […]

Pewnego razu w Wyszehradzie.

Ivo Andrić to bośniacki pisarz i dyplomata, znakomity liryk i prozaik, uhonorowany Noblem w 1961. Przewija się w jego życiorysie wątek polski, krakowski: studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, a po latach uzyskał nań doktorat HC. Przeżywszy całą epokę zmian bałkańskiego kotła – od CK po późnotitowską Jugosławię – opisuje ją w swojej twórczości, wieńcząc niejako w […]

Rum z jodem.

– Ciekawe, jak smakuje rum z jodem? – spytałem w samochodzie mknącym wśród urokliwych lasów i wzgórz Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Trzy głowy odwróciły się w moją stronę z wyrazem lekkiego niepokoju. – Zmienić cię za kierownicą? – spytała siostra. – Coś ci zaszkodziło? – wtórowała Aga. Tylko Tomek milczał porozumiewawczo. Solidarność męska, cenna rzecz. – […]

Sny moje.

Płyta „Sny moje” wpadła w łapska Nudnych piątków dzięki znajomości z gitarzystą Piotrem, muzykiem, ale i biegaczem; wdzięcznym losowi za ten przypadek. Albowiem wydawnictwo to znalazło swoje miejsce na mej muzycznej półce – i tam pozostanie. Dlaczego? Wyjaśniam pokrótce Wam. Jeśli zechciałby kto poznać historię i teraźniejszość zespołu Lorien, zapraszam na wiki (manie swej rubryki […]

Cztery pory Wieliszewa.

Wiosenna zima, jesienna wiosna, letnie lato i letnia jesień – tak ułożyły się aurą tegoroczne cztery pory roku Wieliszewa. Wspaniały cykl biegów, każdy w innej lokalizacji, na terenie przesławnej nadnarwiańskiej gminy. Na hasło takiej periodyzacji słyszę oczywiście w móżdżku od razu arcydzieło Vivaldiego, niemniej i inne skojarzenia nachodzą. Po to przybywają kwartały, aby budzić plany, […]

Czołg.

Znajoma, młoda, lecz dzieciata, niemniej kobieta pełna i ostra, w krasie, opowiada mi o pierwszej wyprawie z potomkiem do ZOO. Chłopiec żwawo już bryka, acz jeszcze przed postrzyżynami: oczko w głowie mamusi. Tną nieleniwie główną aleją, ona wpada w erudycyjną narrację, przekonana, iż maleństwo spija wiedzę z ust rodzicielki: proszę bardzo, tu wydra, a to […]

Ona.

Ona, maratonka. Ale taka doświadczona, ciesząca się już kilkanaście razy na mecie królewskiego dystansu. On świeżynka, ledwo jedno doczłapanie 42,195 zaliczył; niedawno jeszcze dziewica. Dogłębnie winno się zadumać przed, czy zaufać, powierzyć całe wielomiesięczne znoje przygotowań i odbić razem z portu. Ot, taki spacerek, 26 mil, na którym jednakowyż niejeden tandem wspólność utracił. Rien ne […]

Ich było tylko kilku.

Taki hełm. Na temat nazwy miasta krążą różne pogłoski, lecz najprawdopodobniej odpowiedzialność ponosi owo wzgórze, górka, centralna wzniosłość: że to i pra, pra, prasłowianie cholmem zwali, a prasłowianie hełm widzieli. Tak zostało. Ładnie. A teraz grupa pasjonatów organizuje spotkania tuptane. Właśnie tam – i dobrze, bo na przykład w tym mieście po schodach nie pobiegamy: […]

Przez most.

  Buduj mosty, mówili. One łączą. Spajają dwa brzegi, ofiarując ich mieszkańcom nowe możliwości. Wszyscy chwalą; nawet inżynier projektujący ma zapewniony poklask większy, jakby obliczenie parametrów na przykład koksowni wymagało mniej wysiłku i talentu. Postawienie budowli śmigającej nad rzeką nobilituje, przynosząc podziw i wdzięczność ludu. No, może z wyjątkiem właściciela promu. Lecz to już chyba […]

Pigmalion.

  Organizują konkurs z tradycją pewną – jak to się pięknie dysharmonizuje z sf. Lecz nazwa memu sercu bliska. Wysłałem wyszłą spod pióra słabego wypocinę… „Jowisz” się zwie. Znakomity rzeźbiarz Pigmalion tworzył na Cyprze, rodzimej wyspie Afrodyty. Spod jego dłuta wyszedł posąg kobiety tak pięknej, że sam się w nim zakochał, narażając na drwiny ludzi […]