Szybko, wrząco, Piaseczno.

Piaseczyńska Piątka w tym roku zawędrowała na stadion, oferując możliwość szybkiego ścigania w kółko. Dwanaście i pół okrążenia potrafi zmielić mentalność, choć niektórzy (Agnieszka) to lubią. Pogoda postanowiła pokazać, iż wakacje się zaczęły, serwując miły war. Śmiga się wesoło w takim upale. Z mieszaniną obaw i nadziei pojechaliśmy na południe, doświadczając po drodze rzadkiego zjawiska: czytaj dalej »

Ostatni dzwonek.

Wakacje wzięły i przyszły. Rok, przekręciwszy się przesileniem letnim na drugi bok, wysyła nam sygnał wyraźnie. Kasztany przekwitły, czereśnie tanieją. W szkołach zabrzmiał długo oczekiwany końcowy brzęczyk, zawsze miły uczniowskiemu – i nauczycielskiemu – uchu. Tego żadne obostrzenia nie zmienią. Mamy kanikułę. Trzeba się przygotować na sezon plażowy. Do roboty! Ciało zmuszamy do wysiłku; stęknąwszy czytaj dalej »

Dżungla.

Upały wywołują w nas pragnienie cienia, kierując nasze spojrzenia w stronę lasu. Pod liściastymi koronami spodziewamy się znaleźć wytchnienie od żaru i spiekoty otwartych przestrzeni. Jednakże często miast kojącego chłodu, między drzewami spotykamy parność i duchotę. Miejsce przewiewnych borów i dąbrów przejęła dżungla. To, co kiedyś znaliśmy jako egzotyczne tropiki z książek, mamy zaraz za czytaj dalej »

Lubię poniedziałki.

Do wody, ludu! Wilgotność wzywa, płynność zaprasza, głębia nurtuje – naprzód. *** Lubię poniedziałki, przynoszące – jak pierwszemu dniu przystało – nowe, obiecujące rozdania. A dziś okazja nadarza się wyjątkowa. Baseny otwierają! Dla mnie oznacza to powrót do zwyczajnego trybu pracy, którego porządek naruszył przeklęty covid. Administracyjna decyzja, uwalniająca mokrość zinstytucjonalizowaną, zbiega się z początkiem czytaj dalej »

Na tropach smętku.

Wybierając się na Mazury, oczekuję jeziora, spokoju i wędzonej sielawy. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba? Lecz przeznaczenie czai się wszędzie. Literatura międzywojenna zza drzewa wygląda, refleksję wymuszając. Panie Melchiorze, płyniemy. ***Szukamy sympatycznie złośliwego duszka na niewielkim fragmencie Krutyni, kajakując trzynaście kilometrów z prądem. Rozpoczynamy w miejscowości Krutyń, spotykając w wypożyczalni kompetencję i uprzejmość. Ceny stosują czytaj dalej »

Test Coopera.

Ciesząc się z poluzowania epi-restrykcji, ochoczo podążam na miejsce zbiórki przy Kotwicy. Bez maseczki czuję wolność i wiatr w resztkach włosów. Raźno przebierając nogami, stawiam się punktualnie. Wszyscy dotarli, zaczynamy merytorycznie wolnym truchtem. -Słuchajcie, mili – zacząłem, czując zbliżającą się zadyszkę. -Słuchamy pilnie. -Co nowego? -Chyba skrywasz jakąś bombę… -Zamieniany się w słuch. Nabrałem głęboko czytaj dalej »

O jeden Zakręt za daleko.

Niedzielną wyprawę zaplanowaliśmy wzdłuż atrakcji Wysokiego Grzbietu, bocznej odnogi Gór Izerskich. Jakoś tak odległości na mapie nie sprecyzowały się kilometrażem, dając ocenę: eee, jakieś piętnaście z małym hakiem. Startujemy. Zbiegnąwszy do Huty Julia, podążamy malowniczo wzdłuż torów kolejowych. W Jakuszycach skręcamy w las, by przez Rozdroże pod Cichą Równią dołączyć do czerwonego szlaku. Dalej tuptamy czytaj dalej »

Urlop.

Lubię poniedziałki, oznaczające pierwszy dzień urlopu. Struktura pracy covidowej nie spowodowała u mnie wielkich zmian. Biorąc pod uwagę rozmaite zakazy i kwarantanny, możliwość codziennego wychodzenia i poruszania się po mieście, rysowała się w miłych barwach. Niemniej robota pozostaje wysiłkiem, a ja, jak każdy patentowany leń, lubię wypoczywać. Zatem dzisiejszy poranek witam z uśmiechem na licu; czytaj dalej »

Daj pan wymaz.

Z najtrudniejszych sytuacji wyciągajmy pozytywy! I w beczce dziegciu można znaleźć kropelkę miodu. Lubię podelektować się promykiem nadziei, świecącym na przekór cieniom i mrokom. A kiedy to światełko dodatkowo filuternie się do nas uśmiecha, zmrużywszy oczęta porozumiewawczo… Świat od razu staje się weselszy. W powodzi ponurych przewidywań i krakań, towarzyszących nam od początku wiosny, trafiło czytaj dalej »

Biegacz w kolejce.

-Wirtualne spotkanie biegowe za pięć minut! – Piskliwy głosik wyrwał mnie z głębin emocji drugiej części siódmego odcinka piątego sezonu „Gry o koronę”. Kurczę. -Zamknij się, Siri – westchnąłem, posłusznie wciskając jednocześnie pauzę w telewizorze i enter na deskaczu. Ekran zakwitł zdjęciem wiadomej kotwicy, z wiadomego ronda. Wszyscy zameldowali się na pokładzie. Punktualnie; żeby tak czytaj dalej »