Wygrana kraśna.

Piękna nazwa – Kraśnik. Lokalizacja ta spodoba się bywalcom stadionowym. Pokonując cały dystans, okrążamy pięć razy park i finiszujemy prostą do wnętrza. Stamtąd też się startuje; zgubić kierunku niepodobna, pamiętawszy tylko o przeciwności cyrkulacji względem ruchów wskazówek zegara. Zresztą trasę oznaczyli gospodarze dokładnie, co wraz z wielką gościnnością na plus im zapisujemy. Brawo. Kraśnik to czytaj dalej »

parkrun Iława.

Piękniej położoną miejscowość trudno sobie wyobrazić – u wrót króla polskich akwenów: Jezioraka. Na mapie rysuje się to fantastycznie, jako korzeń wielkiego drzewa, utworzonego przez odnogi, zatoki i wyspy. Trzeba koniecznie na własne gały zobaczyć. Szerokie, ale i kręte wody przed nami leżą. Łopot żagli i krzyk mew wtóruje chlupotowi fal. 🙂 Miasto szczyci się czytaj dalej »

parkrun Zielona Góra.

Do przyjazdu zachęca sama nazwa, miło w uchu Nudnych Piątków zielonością dźwięcząc. Kolor ten wkrótce jeszcze istotniejszy się stanie. Lokalizacja obiecuje też kontakt z przyrodą, co zawsze się ceni. A jeszcze Iza, koleżanka z klubu, korzenie tu zapuszcza i zachwala, zaprasza, agituje… Dalejże, sprawdźmy te grinbergowskie szurowiska! Przebieramy nogami, okolicę podziwiając. Las, las! Wszędzie drzewa, czytaj dalej »

Agnieszka na piątkę. Z plusem.

10 listopada odbyła się miła uroczystość, podsumowująca niezwykły projekt biegowy. Zwycięstwo w zawodach zasługuje na fanfary i gratulacje, zważywszy, ile trudu kryje się za wywalczonym triumfem. Prawdziwy podziw wzbudza zaś wygrana w cyklu imprez, znamionująca prawdziwych twardzieli. Trzeba więcej starań, by do końca taką rzecz doprowadzić. Nie wystarczą same kompetencje sportowe; poświęca się czas, pieniądze, czytaj dalej »

parkrun Toruń.

Do piernika! Czas najwyższy zmierzyć się z parkrunem w grodzie Kopernika. Raz otrzymałem już tutaj srogą lekcję biegania. 🙂 Jedziemy licząc, iż niedzielny maraton zbierze ścigantów do siebie. Toruń wita nas pięknym starym miastem, zapraszającym do wieczornego spaceru; korzystamy zeń skwapliwie. Dajemy się skusić lodom piernikowym. Polecamy, ostrzegając jednocześnie: kupcie jedną gałkę, albowiem jej rozmiar czytaj dalej »

parkrun Lublin.

Lubię Budkę Suflera, a to ich rodzinne miasto. Słyszę te utwory… Już dwie wizyty w Lublinie mam. Biegniemy po Ogrodzie Saskim, stanowiącym dumę i chlubę parków Lublina. Założony w pierwszej połowie dziewiętnastego wieku przechodził liczne witalizacje i rewitalizacje, aby rozbłysnąć pełnią blasku urody w czasach posierpniowych. Dziś korzystamy z jego uroków odpoczywając, spacerując i: biegając. czytaj dalej »

Vege Kabaty.

Powodowana piękną, październikową aurą i – ot, tak, na rozgrzewkę przed niedzielnym mocnym startem – Agnieszka zdecydowała się poszurać nogami na Ursynowie. Przygarnięta, zaakceptowana i miło witana, wspomogła gościnnie sympatyczną ekipę Vege Runners, dodając swoją cegiełkę do ich rezultatu. A walka drużynowa w Grand Prix Warszawy ostro się do ostatnich zawodów toczyła; niebylejacy konkurenci szrankowali! czytaj dalej »

parkrun Rzeszów.

Po zadekowaniu się na kwaterze przywitał nas motywujący plakat. Zapachniało dobrą wróżbą. Trasę na Podkarpaciu mają ciekawą. Prowadzi wzdłuż Wisłoka, płaską aleją o dobrej nawierzchni. Jako ciekawostkę oferuje alternatywne pokonanie odcinka… tartanem. Tak! Na bulwarze można sprinty w kolcach śmigać. Długość mniej więcej się zgadza, czy zyskamy na wyniku – bogowie wiedzą. Niemniej taka opcjonalność czytaj dalej »

parkrun Zagórów.

Szubianki, bo tak brzmi właściwą nazwa lokalizacji, witają pięknym lasem i rześkim porankiem – jesień zza drzew wygląda, choć nieśmiało. Wielkopolska zaprasza. Ekipa uprzejmie wita, godzinę przed startem dystans już oznaczywszy. Brawo! Trasa przepiękna, przełajem po ścieżkach leśnych prowadzi. Idealne miejsce do biegania. Płasko nie jest. Malowniczości dodaje odcinek skrajem pól, powiewem bukolicznym ciesząc mieszczucha. czytaj dalej »