Buzia.

Słońce świeci, sugerując ład, pogodę i zadowolenie. Ale. Przechodząc ulicą mimo czuję, iż coś na mnie spogląda. Zerkam bokiem, zwalniając kroku, strzygę ślepiem i widzę. Na ścianie panoszy się twarz. Jestże to buzia, miły wizaż, czy raczej facjata, gęba, morduchna, ryj, pysk, cyferblat jeden! Złośliwie patrzy. Rzęs nie ma, a mruży; brwi brakuje, a stroszy. Grozi, pyta, nastrój rabuje. Psuje komfort chwili mnie.

Lusterko, powiedz, przecie.

***

Twarz powinniśmy mieć dobrą, obowiązkiem. Zrównoważenie zrelaksowaną nosić, pokój światu głosząc. Odbijmy złe emocje w bok, przepuszczając, aby spokój ducha zachować. Stresu unikajmy, a wyrazem tego nośmy spokój na licu. Tak trzeba, ale czy to łatwo? Lecz może warto; jeszcze ktoś sywierdzi, że jakby światło z wnętrza przebija. Starajmy się i zarażajmy dobrem wokół, ach. Wszak to nasza, jedyna, pełnią władztwa dana w posiadanie. Wizytówka ducha, chciałoby się rzec.

***

A może mało ambitnie do kwestii podchodzę? I buzia powinna się marszczyć, pytać, poszukiwać. Nie zgadzać się na świat, dróg poprawy i rozwoju szukając. Wątpmy i drążmy rzeczywistość, aby nie spocząć na manowcach samozadowolenia. Baczne oczu kośnięcie niechaj czuwa, na zastój się nie zgadzając. Zastygnięcia błogie zostawmy na emeryturę.

***

Mijamy codziennie, dziesiątki, setki, różnych, nieskończenie bogatych. Każda jakąś wartość kryje, a niektóre – nawet ze ściany, inspirują. Każą sprawdzić, czy z naszą dobrze.

Lustereczko, powiedz, przecie.

***

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Buzia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *