Burza

Lubię burzowe poniedziałki. Ładna pogoda zalatuje nudą. Podczas nawałnicy coś się dzieje. Smak życia zawarty jest w niespodziankach, a cóż może być bardziej ekscytującego niż oczekiwanie, kiedy i gdzie piorun dupnie?

Nachodzą człowieka takie refleksyjności w czasie peregrynacji na szlakach babiogórskich, wszak szczyt ten Królową Burz mianują. Otaczający wierzchołek Diablaka charakterystyczny wał chmur wróży sztormową aurę skłaniając do zadumy nad potęgą natury. Nasuwa się od razu gnozeologiczna puenta: co wiemy? Gówno wiemy. Błyskawic wszędy dostatek, materiał badawczy łatwo dostępny, a zjawisko poznane słabiutko, o wykorzystaniu nie wspominając. A potężne źródło energii kusi, kusi. A może to szejki z ropy bonanzę szabrując, postęp w tej dziedzinie hamują?

Kocham burze; tajemnicze, przepiękne i jakże groźne. Niedarmo to rodzaj żeński. ☺ Malowniczość piorunów nie znajduje porównaniem adekwacji; do opisu potrzeba pióra z poziomu Lem – Conrad. A nawet z bieganiem się łączy poprzez błaznowanie Bolta.

Dotknąłem i ja burzy pod Babią. Odprowadziwszy Agę na parking, ruszyłem ostro pod górę treningiem, mijając zbiegających zawodników z rozgrywanego właśnie festu 6xBabia & co. Najpierw nastała charakterystyczna cisza; w lesie rozlegało się tylko moje rzężenie. Potem wzbierający poszum i coś w drzewach zaczęło gadać, mruczeć, szeplenić. I kropla pierwsza, druga, szumi, pluszcze, wpierw miło, chłodzi, głaszcze; wreszcie rozerwały się upusty niebieskie, nawałnica. A ja wśród beskidzkich drzew sam, a z góry te głosy, wołają, grzechocą, chichocą czarcio, kuszą: chodź, chodź, chodź… Coraz niemilej się stawa, szlakiem już kaskadą nurt płynie, chłodniej, do treningu wspaniale, niemniej… I rozerwała się zasłona przybytku nagłą błyskawicą, grzmot po zboczach potoczon górami zatrząsł. Krzyczała do mnie Baba-góra: robaku, w proch cię mogę zetrzeć jednym mrugnięciem. Biliardy woltów parzyły powietrze nad moją głową, świat zwijał się w kłąb szaleństwa. Przyspieszało mi nogi skutecznie, jeszcze dwa zakręty do schroniska, otwarta przestrzeń i wtedy rzeczywistość eksplodowała. Ogłuszony pobiłem wszystkie rekordy i z duszą poniżej krzyża wpadłem na Markowe Szczawiny. A tam wszyscy zieleni na facjatach. Piorun uderzył w maszt przed budynkiem.

Dzięki ci, ojcze założycielu, za piorunochron. Benjaminie Franklinie, może i wiele demokracja ci zawdzięcza, ale mój pokłon oddaję za ten kawałek drutu.

Nawałnica nad Diablakiem.

Popołudniowym poniedziałkiem schodzimy w dół, żegnając się z babiogórstwem, a ja dreptawszy na końcu grupetta słyszę szemrzące spośród listowia głosy.

Wrócisz, wrócisz; zostaniesz z nami…

5 thoughts on “Burza

  1. Jak ja kocham burze w górach. I na Babiej też zaliczyłam żeby nie było. Jak mnie na Czerwonych Wierchach nie trafiło tzn żem sama jest Baba z piekła rodem.

    Super relacja Łukasz dawaj na Pilsko teraz!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *