Burza.

Szekspir w marmurach Narodowego oznacza obecność obowiązkową. Z przyjemnością.

Lecz wzniośle i ekskluzywnie poczuliśmy się tylko w holu. Na sali Bogusławskiego usadzono nas w niewygodnych krzesełkach, nieomal na scenie; twarzą w twarz z aktorami kazano podziwiać spektakl trafnie określony jako postszekspirowski. Chwilami sir Williama trzeba było ze świecą szukać. Otrzymaliśmy namiastkę Burzy, przetykanej musicalowymi tańcami zbiorowymi, monologami z innych utworów i bluesem. Jak widać, da się połączyć na jednych deskach Prospera i gitarę elektryczną. Scenografia również szalała: to z rozmachem wjeżdżały ogromne rampy ukazujące całe grupy aktorów, to znów wąski pas czarnej podłogi przed kurtyną musiał wystarczyć za miejsce akcji. A wszystko w towarzystwie wybebeszonych wnętrzności technicznych mechanizmów.

Fot. Krzysztof Bieliński.

Czy taka adaptacja się broni? Dla mnie nie do końca, lecz teatr powinien poszukiwać, zatem doceniam to. Idźcie, zobaczcie. I zabierzcie kaptury, gdyż na początku, w asyście huku i błysków gromów, fundują widzom posypanie głów deszczem. Cholerne 5D w teatrze. Postszekspiryzm, psiakrwia.

Dobra, polecam. Radziwiłłowicz świetny.

 

Łukasz Klaś

 

2 thoughts on “Burza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *