Bolt.

Kiedyś, kędyś, jakoś… Mądry rabin ulepił z gliny istotę; olbrzyma, wspaniałość, extra-fit i to wcale nie na obraz i podobieństwo swoje. Włożywszy mu w usta tabliczkę z zaklęciem stosownym, ożywił, nową podmiotność na świecie tworząc. Dla próby pracę zadał według potrzeby akuratnie nasuniętej: wody zbrakło w osadzie, kazał więc nosić ją z potoka. Sam zaś do studiowania ksiąg uczonych powrócił i zgoła się w tym zatracił. A bezmyślna kreatura pracowała bez przerwy i w końcu powódź ludziom uczyniła.

Golem…

Z zaciekawieniem słuchamy, czytamy (to rzadziej) o nowych technologiach, wkraczających w obszar szczególny: modyfikacja życia. Jedni z nadzieją patrzą na tę sferę, inni obawę odczuwają. Szczególnie, jeśli rzecz dotyczy człowieka. Nie pozostaje wolnym i od tego sport, w tym ten najbardziej nas tu interesujący: bieganie. Za rogiem kryje się temat określany neutralniej: wspomaganiem, bądź brzydziej: dopingiem. Oburzamy się, sprawiedliwych kar domagając, zwłaszcza gdy naszych krzywdzą. Trochę tu i subiektywnie sądzimy: kto z Was wie, co łączy Marit Bjoergen i Otylię Jędrzejczak? Astma. Ale o szprycowaniu farmakologicznym napisano już krocie, a już uderza nas następny cios: doping genetyczny. Jeśli kombinują w medycynie, naturalną koleją rzeczy przesiąknie to do sportu. Bo kasa. Odkąd pewna słodka owieczka Dolly wydała pierwszy meeeek, świat nie wygląda już tak samo.

Na razie skąpo temat poznajemy: że możliwe, że nie wiadomo, że niewykrywalne. Da się manipulować genami dla korzyści sportowych na pewno, tylko czy komuś już się udało?

A potem z uśmiechem na ustach zaczął gonić z wiatrem wysoki Jamajczyk, z lekkością zostawiając w pobitym polu naszprycowane anabolami amerykańskie kłęby mięśni.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam Wam: uciekam od niedomówień, explicite tezy ogłaszając.

Ja, Łukasz Klaś, podejrzewam, że rekordzista świata sprintu, Hussajn Bolt, biegał na dopingu genetycznym.

Podkreślam: podejrzewam. Najprawdopodobniej się mylę; jeśli sprawa oczywistą się stanie, odszczekam. Nie napadam na Bolta, jeno z ciekawością się przypatruję. Tym bardziej, że być może… on o niczym nie wie.

Wątpliwości miałem już wcześniej, a teraz wpadła mi w ręce biografia i to w oryginale. Z najwyższym zainteresowaniem przestudiowałem. Wątpliwości wzrosły z lekka.

Czytam o dzieciństwie: prawie nic. Wychowywał się w rodzinie dość specyficznej; jeden ojciec i trzy matki, osobna dla każdego z rodzeństwa. Sukcesy przyszły już w młodości, Usain uzasadnia: byłem dużo wyższy od rówieśników. O treningu niewiele. Nie ukrywa słabości do rozrywek. Zaznacza, że męczyły go dłuższe dystanse na ćwiczeniach, przy 400 metrach już jęczał. Jego żywioł to zdecydowanie dwusetki.

A potem trochę przypadkiem, w wyniku zakładu, stanął w blokach krótkiego sprintu i jako pierwszy Ziemianin rozpędził się do 44,5 km/h.

Czy jest możliwe, aby człowiek o wzroście 196 cm tak szybko przebierał nogami? Owszem, traci na pierwszych metrach, ale nie tyle, ile „powinien”. Lekko trenuje i lekko życie bierze. Jest infantylny i sympatyczny. Wszyscy go lubią. Je kurczaki w fastfoodach i kocha tańczyć.

Złotych medali olimpijskich posiada tylko osiem, ponieważ jamajską sztafetę zdyskwalifikowali – w Londynie Nesta Carter startował naszprycowany starą, dobrą EPO. No tutaj mi Bolta żal: co winien? Niemniej: dura lex, sed lex i nic mu już nie pomoże. Z drugiej strony, 8 czy 9 – do Phelpsa daleko.

Zakończył już karierę, rzadziej w mediach się pojawia. Stopniowo sylwetka Usaina zblednie, rozmyje się w historii sportu. Chyba, że był prekursorem. Świadomym, czy wyhodowanym?

Popatrzmy na siebie. Czy biegacze amatorzy w kontekście dopingu święci są? Mówimy o czarnych owcach, czy o pokaźnym stadku? Sytuacja wygląda identycznie, jak w sporcie profesjonalnym: nie pytajmy, ilu wpadło, pytajmy, ilu nie wpadło. Niestety. A drobne grzeszki? Cztery kawy przed startem? Pięć energetyków? Środki przeciwbólowe? Nie uciekajmy od takich pytań. Nie mamy w puli rekordów świata i medali olimpijskich, ale rzecz cenniejszą: zdrowie. Warto się zadumać.

Zapewne Bolt jest tylko fenomenem natury, lecz to nie stanowi istoty problemu. Dokąd manipulacja zmierza? Nie wiemy. A zza ramion jednego Golema wygląda następny: sztuczna inteligencja. O tym innym razem.

Nie zdziwię się, jeśli niedługo ktoś lekko przebiegnie maraton w 1:50. A inny z uśmiechem na ustach dźwignie 400 kilogramów.

Aczkolwiek mam nadzieję, że jednak nie. Że się opamiętamy.

Tak, żeby kiedyś na mecz z reprezentacją Polski nie wyszło jedenastu idealnych, uśmiechniętych niemieckich blondynów.

Bo wtedy nie będzie śmiesznie.

 

7 thoughts on “Bolt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *