Bociek.

Na zdjęciu tytułowym widzimy dwa zjawiska, wywołujące wzruszenie i uśmiech minionych dni. Oczywiście, reakcja taka wynika po części z miejsca akcji: krwiożerczego, industrialnego, zabetonowywanego krok po kroku miasta Warszawa. Gramy tutaj na głębokim peryferium, gdyż granica stołeczności przebiega – dosłownie – o rzut kamieniem; niemniej administracyjnie ten ptak na słupie zasiedla stolicę. Podobne landszafty zapewne wszędzie serca owierają, lecz tutaj walor inności w okropieństwie smaku dodaje. A piękny jest klekotacz, miły duszy każdego Polaka, sielski, ponoć do godła inspirujący. To dopiero by było. Ale zwróćcie uwagę i na podpórkę: takie betonowe ochydztwa odchodzą do lamusa i stąd, widok takiego ostatniego Mohikanina wzrusza. Nie buntuję się przeciwko postępowi, światło- i prądowody pod ziemię wpuszczającemu, gdyż ufam, iż tak dla przyrody bezpieczniej. Dla krajobrazu już niekoniecznie; mówcie, co chcecie, ale mają te słupy wdzięk! I z dzieciństwem się kojarzą, a to już do rozklejenia jeden krok.

Warto czasem jeden spacer uczynić, by nostalgii odrobinę odnaleźć; nieczęsty to skarb. Ja wiem, że bociek ważniejszy, bo natura i ekomorfizm, stąd pożytek. Ale że na ten słup powołan, nie wolno więc owej podpórki negować. Ma swoje prawo, przynajmniej dla przechodzącego poety-idioty.

Do kompletu obłok potężny tło definiuje, ale to już temat na inną histerię.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Bociek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *