Biegowa wypRawka.

Po deszczach i mgłach, rankiem w Cisnej budzi nas słońce i… szron. Lubię poniedziałki – idealna pogoda do biegania. Aura bieszczadzka sprzyja tuptaczom, wyganiając na szlaki. Ruszamy pętlą od szosy na Rawkę: Wielką i Małą, licząc na jesiennej urody górskie widoki. W nogi wejdą przewyższenia, w płuca wysokość; trening omalże kenijski.

Z Przełęczy Wyżniańskiej szosą na wschód, niebieskim szlakiem na Rawkę i zbiegamy zielonym.

Początek wiedzie nas asfaltem w dół. O tej porze roku niewiele samochodów się pojawia. Podziwiamy zatem widoki, a te prezentują się zachwycająco. Przyprószone śniegiem grzbiety kontrastują z kolorowymi lasami poniżej. Buki barwią bieszczadzkie zbocza na rudo. Zieleni jeszcze sporo, powoli ustępującej jednak październikowym zbrązowieniom. Cudami oczy się pasą. Raźno przebieramy nogami, wypatrując niebieskiego szlaku. Przepięknej krasy panny połoninne towarzyszą nam w błękicie nieba.

Miss Caryńska.
Miss Wetlińska.

Po czterech wygodnych kilometrach odbijamy w las, uiściwszy wpierw daninę parkową: sześć złotych od organizmu. Szturmujemy Wielką Rawkę, zanurzając się w gęstwinę drzew.

Ścieżka wiedzie dolnym reglem, wśród buków, wygodnym podłożem. Lato wita się z jesienią; delektując się tym mariażem podbiegamy raźno. Nie udało nam się porządnie zadyszeć, gdy szlak stanął dęba. Nie ma mowy o biegu, pozostaje dziarski (czyżby? 3km/h😁) marsz. Tymczasem otoczenie przeskakuje dwie pory roku, podstępnie dokładając zimowe akcenty. Pod podeszwami chrzęści szron, łącząc się z dźwiękiem szurania po liściach. Biel zabiera w posiadanie podłoże, barierki, pnie. Niesamowicie wyglądają zielone liście uśnieżone puchem. Bajkowa to sceneria, umilająca stromość trasy. Dyszymy i sapiemy, wmawiając sobie, iż to z zadowolenia.

W partiach szczytowych Rawek, na grani, wieje ostro i leży regularny śnieg. Ślisko! Drepczemy ostrożnie, mijając ciężkozbrojnych turystów. Aura wokoło grudniowa panuje. Szczególność miejsca polega na tym, że trzy państwa widać: Polskę, Słowację i Ukrainę. Przyroda górska łączy, róžnic brak.

Niepodobna opisać zachwytu panoramą Bieszczad, tym bardziej, iż widoczność doskonała. Ekstaza krajobrazu ogarnia nawet chłodnych cyników.

Zmykamy oblodzonymi schodkami w dół ku bacówce. W miarę zstępowania ku dolinie cofamy się w czasie sezonu: znów nastaje jesień, a nawet późne lato. Zieleń, a w słońcu nawet ciepło przenika nasze zmarznięte cielska.

Całość pętli zamykamy dwunastoma kilometrami przy przewyższeniu 700 metrów w dwie godziny.

Taki trening stanowi doskonałe wzmocnienie stabilizacji. Czynnikiem intensyfikującym jest zmienność podłoża. Daliśmy sobie solidnie w kość, ufając, iż wróci w wynikach.

A przeżycie bezcenne. Polecamy.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Biegowa wypRawka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *