Buty Eliuda.

Spektakularne wydarzenia zwracają uwagę zarówno zainteresowanej branży, jak i szerszej opinii publicznej. Nie inaczej rzecz potoczyła się wobec wielkiego wyczynu Eliuda Kipchoge. Pokonawszy, jako pierwszy człowiek w historii, dystans maratoński poniżej dwóch godzin, wzbudził zrozumiałą sensację w świecie sportu – i mediów. Ponieważ nie sposób pisać bez końca o samym bieganiu, pod lupę tego i owego dostają się coraz inne aspekty wspaniałego osiągnięcia dzielnego Kenijczyka. Wśród różnych spraw błahych i ważniejszych, zaczęto analizować sprzęt dla długodystansowca pryncypialny.

Buty Eliuda.

Fot. Nike.

Ponieważ założeniem wiedeńskiej imprezy nie było bicie regulaminowo rekordu, trzeba sprawę od razu postawić uczciwie: mistrz mógł tam biec, w czym chciał. Okazuje się jednak, że owe kapcie, wraz z odmianami, pomagają już innym.

Istotą kwestii jest ich konstrukcja, pozwalająca ponoć poprawiać wyniki o czynnik istotny; pytanie zatem, czy nie wykracza ów technologiczny handicap poza ramy sprawiedliwej rywalizacji sportowej. Nie wszyscy bowiem mają do tych cudów dostęp.

Rzecz nie tyczy jedynie żądnych sensacyj żurnalistów! Wątpliwości wyrażają autorytety w branży uznane, sprawę poważną czyniąc. Podaję przykład konkretny: Amerykanin Ryan Hall, legitymujący się życiówką poniżej godziny w półmaratonie. Również międzynarodowa federacja głowy w piasek nie chowa. Jak potoczy się dylemat formalnie? Igrzyska za pasem…

Doping technologiczny istnieje w sporcie od dawna. Długo by pisać można o narciarstwie, kolarstwie, łyżwiarstwie, nie wspominając już o wyścigach samochodowych. Zawężając od razu kwestię do lekkiej atletyki, przypomnijmy sobie kontrowersje towarzyszące startom sportowców na ultrasprężystych protezach, których symbolem został już chyba na zawsze nieszczęsny gagatek Pistorius. Niemniej ta kwestia dotyczy tylko stosunkowo wąskiego grona wyczynowców z amputowanymi nogami. Teraz, także za sprawą wyczynu Eliuda, głośno stało się o wspomaganiu sił zdrowych biegaczy w zwykłych butach. Właśnie – czy takich zwykłych?

Nie wgłębiając się w szczegóły i zawiłości technologiczne, podaję tylko iż walor przynoszą ponoć użyte w budowie podeszwy płytki. Jak to zwykle bywa, w opisach częstują nas określeniami miłymi dla ucha spragnionych postępu sprzętowego: kompozyt, energia, resorpcja, rdzeń, pianka, karbon, etc. etc. Według różnych źródeł, użycie cudownych kamaszów przynosi zyski na poziomie kilku procent, nawet ośmiu. Jeżeli przełożymy to bezpośrednio liczbą na tempo maratońskie elity, otrzymamy 10 minut bonusem na 42,195. Kusząco brzmi, nieprawdaż?

Ostrożnie podchodzę do takich wyliczeń. Bieganie to nieskomplikowany ruch, czy naprawdę taki szczegół przynosi duży zysk? Abebe Bikila, zwyciężając w maratonie na Igrzyskach Olimpijskich Rzym 1960 w czasie 2:15:16, pokonał dystans boso. Fenomen, rzekniecie. Dziś też zdarzają się zawodnicy bez obuwia, lecz stanowią rzadkość. Sam startuję w wielu imprezach masowych, a widziałem ledwie kilku. Jeśli jednak zaliczymy bosonogich do ekstremistów, pospekulujmy inaczej: jaki czas uzyskałby Eliud w sieciowych butach za 100 zł? Myślę, że niewiele gorszy niż osiągnięty w owych superchodakach wartych kilkanaście razy więcej.

Jaki werdykt wyda międzynarodowa federacja? Jako kibic będę to śledził z zainteresowaniem, acz z – nomen omen – dystansem. Natomiast używanie tego modelu butów przez amatorów pozostanie raczej incydentalne. Jeśli na starcie stanie w nich eilta, bądź osoby nastawione na dobiegnięcie do mety – rzecz rysuje się drugorzędną. W przypadku moich bezpośrednich rywali, skrupulatnie porównam postępy…

Jeśli takowe nastąpią.

Łukasz Klaś

Fot. Okł. Nike

6 thoughts on “Buty Eliuda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *