Biegiemukoronowanie.

-Chcę zdobyć koronę maratonów – wypalił Gruby, kiedy po zwyczajowo rytualnych powitaniach ruszyliśmy lichym truchcikiem przed siebie.

Asia popatrzyła najpierw na niego z troską, przerzucając potem błagalne spojrzenie na nas, z niemą prośbą o pomoc.

-Od poniedziałku tak ma. Parzyłam ziółka – i nic. Pije, ale swoje gada. Temperaturę zmierzyłam, trzydzieści sześć i pięć, jeszcze jedna kreska w zapasie. Co robić?

-Nie zostawimy cię samej, bądź spokojna – oświadczyłem stanowczo. -Czy są dodatkowe objawy: jakieś drgawki, splątana mowa, nadmierne łaknienie?

-Nie, obawiam się tylko, że jeszcze schudł.

-Dobra, bierzemy go w ogień pytań.

-Tylko ostrożnie, Misiu jest taki delikatny!

-Bądź spokojna, subtelność, wyczucie i psychologiczne podejście to nasze mocne strony – uspokajał ją Wymiatacz.

-Hej, Gruby – zagadnął przyjaźnie Tadek – odjebało ci?

Michał milczał z godnością, wyraźnie skupiając się na technice wysokiego grzebnięcia piętą.

-Powoli – łagodził Marek – wytłumacz najpierw wszystkim o co chodzi z tą koronką, bo na pewno nie wszyscy wiedzą.

Gruby westchnął z wyższością.

-Koroną – podkreślił, aż czcionka zadźwięczała w powietrzu – Koroną Maratonów Polskich. To trofeum, do którego zdobycia trzeba pokonać pięć najważniejszych biegów na królewskim dystansie. I to w dwa lata.

-A które są najważniejsze? – Zainteresowała się hrabina Szczydoniecka, która dzisiaj prezentowała liliowe paznokcie.

-Spróbujcie zgadnąć, profani. Ludzie małej wiary, prześmiewcy – syczał nasz błędny rycerz.

Wziął nas pod włos, nie ma co. Musieliśmy podjąć rękawicę. Szczęściem, w grupie siła.

-Kraków, Warszawa.

-Gdańsk. Wrocław, Lublin – padały kolejne propozycje.

-Wrocław, może Krynica, bo tam w cholerę kasy?

Michał rozkoszował się panowaniem nad sytuacją.

-No powiedz – Asia szturchnęła go w bok z delikatnością rodem z klubu fit.

-Cztery trafiliście – łaskawie wycedził bohater wieczoru – Poznań, Wrocław i Kraków. Warszawę musicie sprecyzować, bo są przecież dwa.

-Orlen. Na pewno Orlen!

-Dlaczemu?

-No bo kasa, benzyna, orzeł, Kubica.

-No więc nie. Korona to wyższe wartości i w jej skład wchodzi Maraton Warszawski, jesienny.

-No a ten piąty?

-To najstarszy maraton w Polsce.

Cholera. Gdzie na czterdziestu dwóch kilometrach pleśnią zajeżdża? Próbowaliśmy przez chwilę, przy okazji przyznając maratony miejscowościom, gdzie nigdy biegu na dychę nie było.
-Mów, przyszły zdobywco, pogromco dystansu!

-Dębno – zdradził triumfalnie Gruby.

-Dębno? – Zdziwiła się hrabina. – Przecież tam biją kobiety i murzynom żele kradną!

Powstało małe zamieszanie, aż zwolniliśmy do truchtu. Przez chwilę ustalaliśmy prawdziwą wersję wydarzeń na tegorocznym maratonie w Dębnie.

Ruszyliśmy znowu raźniej, przyjacielsko przemawiając Michałowi do rozumu.

-Wiesz, że zabulisz parę złociszy, które zgarną jacyś ludzie w Krakowie, a ty dostaniesz medal i tyle?

-Ale zostanę wciągnięty na listę zdobywców, a to wieczysta chwała.

-Niezbyt elitarne grono, bo parę osób już cię wyprzedziło. Ale powiedz najpierw, skąd wpadłeś od razu na pomysł pięciu maratonów, skoro jeszcze żadnego nie biegłeś?

Gruby milczał. Sapał i milczał. Potem zaczął mruczeć coś pod nosem do siebie. Asia patrzyła na niego z uczuciem i niepokojem. Wreszcie Michał odetchnął głęboko i potoczył po nas wzrokiem Leonidasa pod Termopilami.

-Miałem sen – oświadczył twardo.

Zatkało nas. Aż zwolniliśmy.

-Co mu dawałaś w tych ziółkach? – Zapytał oskarżycielskim tonem Tadeusz.

-My też chcemy!

-Zaraz – dociekał Marek – co ci się konkretnie śniło?

Michał purpurowiał, lecz dzielnie wyjaśniał.

-Włożono mi na głowę koronę, a głosy wokół wołały: piątka! Piątka jest twoja!

-Chłopie, nawet jeśli wierzysz w sny, to sprawa jest prosta i oczywista: masz przebiec pięć kilosów, a nie maratony!

-Otóż nie, bo ja wtedy byłem na czterdziestym drugim kilometrze. Czułem to, tę piorunującą euforię finiszu po wielkim biegu. I to niejednym.

-Głosy śpiewały? Chóry anielskie? Może powinieneś przewietrzyć przed snem…

-To jakaś hipnoza. Zainfekowali Grubego, jak przejeżdżaliście przez Kraków. Takich sposobów używają, bo inaczej któż by chciał płacić za te korony?

Przez chwilę szuraliśmy w milczeniu. Lekko przyspieszyliśmy.

-Kiedy zamierzasz zacząć? – Zagadnął zwyczajnym tonem Marek.

-Jesienią we Wrocławiu.

-Powodzenia – nie przerywając biegu Fanatyk uścisnął dłoń Michała. -Tak sobie myślę…

Joanna załamała ręce.

-To jest zaraźliwe – syknęła hrabina, oglądając paznokcie lewej dłoni.

Zwolniliśmy.

-A nie mógłbyś zacząć od półmaratonów? -Próbowałem podsunąć kompromis. -Jest trochę łatwiej, bo do wyboru dziesięć biegów.

-Nie, ja chcę królewskich tras.

-To ci powiem, że huk roboty cię czeka, a i trochę wydatków. Ale ludzie lubią takie inicjatywy. Jest już korona dyszek…

-I plany korony ultra.

-Skąd oni biorą tylu chętnych na w końcu umowne trofea?


-Innym przykładem jest korona najwyższych szczytów Polski – dołożył swoje Marek.

-Najwyższy szczyt to mamy chyba jeden?

-Nie, mogą być dwa.

-Jeden.

-A co to za korona z dwóch szczytów tylko?

-Ale przecież wszyscy wiedzą, że mamy jeden najwyższy szczyt Polski! Te, jak im tam…

-Gerlach – wyrwała się hrabina.

-Rysy – poprawił uprzejmie, lecz z naciskiem Ultras.

-Gerlach jest najwyższy – hrabina udowadniała, że kobiety nie poddają się łatwo.

-Zapewne, tylko nie znajduje się w Polsce.

-A gdzie, przecież w Tatrach?

-W Czechach.

Przez moment trwało małe geograficzne pandemonium. W końcu zlokalizowaliśmy sporne góry.

-To jeszcze ustalmy, czemu miałyby być dwa. Bo dwie rysy?

-Nie. Ponieważ czubek Rysów leży dokładnie na granicy polsko-słowackiej, a niektórzy za niezaprzeczalnie najwyższy polski szczyt uznają inny tatrzański wierch, w całości po naszej stronie. Wiecie jaki?

-Giewont?

-Głupi jesteś, nawet z krzyżem za niski. Kasprowy?

-Obserwatorium musiałoby mieć trzysta metrów wysokości – kpił Gruby. -Świnica?

Spojrzeliśmy na Ultrasa. Ten westchnął z wyższością i zaczął perorę.

-Świnica też jest na granicy. Najwyższym szczytem położonym w całości w Polsce jest Kozi Wierch. A Korona Szczytów Polskich obejmuje najwyższe wzniesienia poszczególnych pasm w naszej ojczyźnie. 28! I tak, podążając od zachodu…

Słuchaliśmy z ciekawością. Nawet nieco zwolniliśmy, żeby nic nie uronić.

-Ty, nie wiedziałem, że wjeżdżając kolejką na Śnieżkę, napocząłem koronę.

-Albo jeżdżąc na nartach na Skrzycznem.

-A ja byłam na Łysicy – pochwaliła się Asia.

-A Trzy Korony? Chyba muszą się liczyć?

-Nie – znawca był bezlitosny – nie liczą się. – Nie są najwyższe w Pieninach.

Przez moment usiłowaliśmy wspólnie skompletować tę koronę, lecz szybko musieliśmy się poddać. Aż wstyd, ale nikt nie był na przykład na Tarnicy; na Babią Górę też nas nie zaniosło.

-Jesteśmy bagniarze, nizinnicy – narzekał Tadek. – To już lepiej wracajmy do biegania.

Aż przyspieszyliśmy.

-Jest też Korona Himalajów, wszystkie ośmiotysięczniki.

-I Korona Ziemi, czyli najwyższe góry kontynentów.

-Czyli sześć?

-Kto ci dał maturę? Ile to mamy kontynentów?

-Ale na Antarktydzie nikt nie mieszka.

-Po pierwsze, mieszkają polarnicy i Marek Kamiński. Po drugie, najwyższy szczyt jest. I firma, która to obsługuje, zbija fortunę. Ta korona jest ciut droższa. Dziewięć gór, w tym Mount Everest.

-Znowu się komuś kontynenty mylą…

-Nie mylą, tylko w Europie i Oceanii są po dwa sporne i dla świętego spokoju trzeba zaliczyć obydwa.

-O Australię nie pytam, bo to barbaria, ale z ciekawości, co konkuruje z Mont Blanc?

-Elbrus. Odwieczne pytanie o granice Europy…

Przyspieszyliśmy. Lub nam się zdawało.

-A ja wam coś powiem, żebyście się tak Miśka nie czepiali – odezwała się wojowniczo Asia. -Niektórzy kolekcjonują koronę parkrunów – wszystkie te lokalizacje.

-No dobra, ale to piątki i to za friko, to chyba nie jakaś katastrofa?

-Ale jeden taki wymyślił sobie coś lepszego: że wygra te wszystkie parkruny.

-Oj, taka superkorona!

-Podobno nazywa to się Diadem.

-Ale ludzie wymyślają, co? -Spytał mnie Wymiatacz. -Biegniesz jutro jakiś?

-Zamierzam, ten na Polu Mokotowskim.

-Wygrałeś już tam?

-Nie, dwa razy byłem drugi.

-To do trzech razy sztuka.

-Oby…

***

-Hej, Gruby, nie przeszło ci?

-Nie – odparł z godnością Michał – to poważny projekt.

Dobiegliśmy do miejsca pożegnania.

-Tradycyjne pytanie, hrabino, dlaczego fioletowe paznokcie?

-Jakie te chłopy niedomyślne, przecież zakwitły bzy!

Faktycznie. I pachną upojnie, snami o koronach.

Łukasz Klaś

4 thoughts on “Biegiemukoronowanie.

Pozostaw odpowiedź Łukasz Klaś Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *