Bluza.

Nasza pasja powinna ludzi łączyć. Nie kwestionując słynnej samotności długodystansowca, chcemy przecież dzielić kilometry z innymi pasjonatami. Biegacz biegaczowi człowiekiem ma być i basta! Najdziwniejsze sprawy mogą stać się z impulsem do bliższej znajomości.

Na przykład stara bluza.

***

-O, mamy takie same wdzianka – zauważyłem odkrywczo, zwracając się do kolegi noszącego istotnie identyczny ciuch.

Rzecz rozegrała się za metą parkrunu… Gdzieś w Polsce.

-Rzeczywiście – podjął mój współubraniec – często ją zakładam i dobrze się w niej drepta.

-I ja tak samo – potwierdziłem – choć to niby nic markowego.

-Z moją związana jest ciekawa historia.

-Z moją też…

Opowieści dwóch identycznych bluz.

***

Otóż mam w rodzinie bardzo skąpą ciotkę. Jak to często bywa, niewiele daje innym, poza dobrymi radami. Zna się w swoim mniemaniu na wszystkim, a im mniej tak naprawdę o czymś wie, tym więcej o tym gada. Ciotka w życiu okrążenia na stadionie nie przetruchtała, za to przy każdej okazji udziela mi zamiennych porad. To jest za darmo. Lecz trzy – nie, cztery – lata temu otrzymałem od niej pod choinkę prezent. Szok. Po rozpakowaniu dziesięciu opakowań ukazała się ta bluza. Zielona z takim żółtym napisem. Dziękując, starałem się wyrażać zachwyt i nawet mi nie najgorzej szło. Ze względu na gorące uczucia do cioci łach przeleżał długo na dnie szafy, lecz kiedyś wszystkie inne miałem w praniu i włożyłem tę. Nawet nieźle się sprawowała. Wkładając ją do prania, zauważyłem na metce, obok „made in china” dopisane ręcznie trzy literki: kkk. No kurde, ku-klux-klan? Ale to mniejsza, czyżbym dostał używaną? Wziąłem ciotkę na pytki. Skąpiradło i jędza, próbowała się wykręcić, lecz w końcu wyznała, że kupiła od znajomej, która tylko przymierzyła, bo jej rozmiar nie pasował. I że bluza nowa, tylko napis na metce, to cóż, nic nie przeszkadza. Używałem tej bluzy coraz częściej, aż raz zawody w niej wygrałem – pierwszy raz w życiu. Kiedy na następnej wigilii pochwaliłem się tym ciotce, ona orzekła, że to jest dowód na słuszność oszczędzania i bezczelnie przyznała się, że prezent kupiła w ciucholandzie-szmateksie na wagę. A opowieść o koleżance zaserwowała „dla ominięcia niepotrzebnych nerwów”.

Biegam w tej bluzie często, lecz nic już o tym ciotce nie powiem, bo może prawda jest jeszcze gorsza. Po co kusić licho…

Ale bluza jest bardzo fajna.

***

Dla mnie dobra bluza biegowa musi posiadać pewne cechy, zestaw minimum. Zatem powinna mieć kieszonkę, otwór na kciuk w rękawach, odblask i przedłużony tył. Lubię, jeśli producentem jest konkretna firma. Preferuję kolory jasne i bardzo jasne i gładką powierzchnię, bez dużych napisów.

-Mikołaj coś ci przyniósł do biegania! – oznajmiła radośnie zgromadzona pod choinką rodzina. -Na pewno ci się spodoba, długo wybieraliśmy odpowiedni model.

-Dziękuję! – Wrzasnąłem wzruszony, iż gwiazdka uznaje jakieś rzeczy poza skarpetkami i wodą po goleniu. Rozpakowuję i oto piękna bluza biegowa: bez kieszonki, odblasku i otworu na kciuk. Z krótkim tyłem. Made in China i ciemnozielona z dużym napisem.

-Piękna – wzdycham.

-Wiedzieliśmy, że ci się spodoba! -Wystartujesz w Biegu Noworocznym, pójdziemy ci kibicować i zrobimy zdjęcia.

Nie miałem wyboru. Zawody wygrałem i zmieniłem zdanie na temat bluz. Tej strzegę jak oka w głowie i zakładam tylko na ważniejsze starty. Rodzinę kocham.

***

W ten sposób poczuliśmy z kolegą więź. Popatrzcie, taka drobna rzecz w fantastyczny sposób zbliża biegaczy.

***

Stojąc w tłumie oczekującym na start, słyszę za plecami rozmowę.

-Klaudiuszu Konradzie Kowalski, gdzie podziałeś swoją kultową bluzę?

-Oddałem do szmateksu, może komuś się na szmatę przyda…

Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *