Ciepło czy zimno, biegaczu?

Zbieraliśmy się na cotygodniowe spotkanie powoli, mrucząc i ociągając szatki.

-Ta pogoda – mamrotał Michał. Czyli Gruby. Dziwne. Dla niego chyba nadejście chłodów powinno być mniej odczuwalne. Choć ostatnio ciut zeszczuplał, podobno zauważalnie. Przynajmniej dla Asi zauważalnie.

-Kiedy wszyscy przyjdą? – Narzekał Tadeusz. – Długo mamy tu marznąć?

-Nie marznij, tylko myśl pozytywnie – strofowała Joanna. – Znam świetne ćwiczenie. Zresztą, nie ma jeszcze tylko hrabiny.

-Jakie ćwiczenie? – Zapytało kilka osób na raz. – Na ziąb, czy na nudę?

-I na to, i na to – wyjaśniła Fitnesówa – a najbardziej na młodych tetryków. To proste. Stajecie na jednej nodze, wstrzymując oddech i zamknąwszy oczy liczycie do stu po niemiecku.

Ona zaczęła coś ostatnio stylowo konstruować wypowiedzi. Podejrzane, czyżby na serio wzięła się za literaturę?

-A można po francusku? – Chciał wiedzieć Władek Wymiatacz.

-Nawet po chińsku, jeśli potrafisz.

Zaczęliśmy próbować. Wychodziło tak sobie. Ja doszedłem do dwudziestu, oszukując, bo liczyłem w ojczystym języku.

-Czy wyglądam tak głupio, jak ty? -Indagował mnie Ultras.

-Hm, nie wiedziałem, że aż tak źle że mną – odparłem uprzejmie – bo ty prezentujesz się bosko kretyńsko.

Chyba wszystkim zrobiło się ciepło. I nikt już na nic nie narzekał.

Niezbyt żwawym półkłusem nadciągnęła hrabina Szczydoniecka. Na paznokciach miała namalowane niebieskie liście. Przysięgałem sobie, że nie będę zwracał na jej pazury uwagi i znów nie wytrzymałem. Co ta baba wymyśla.

Przybyła popatrzyła na nas uważnie.

-Jeśli ktoś pił alkohol, niech wraca do domu – oświadczyła tonem wręcz prokuratorskim.

Dłuższą chwilę zabrało wyjaśnienie, iż to nie testy trzeźwości, a genialna metoda Asi.

Hrabina dalej spoglądała na nas nieufnie.

-Biegnijmy – zaproponowała tonem troskliwej przedszkolanki.

Ruszyliśmy niespiesznie, według klasycznych porad. Dopiero teraz zwróciłem uwagę, jak dziwnie prezentujemy się ubiorem. Jakby każdy z innego klimatu przybył. Liczba warstw od 1 do 4. Ten w krótkim, ten w długim. O kolorystyce litościwe nie wspominam, choć zęby mnie bolą, jak patrzę na seledynkowo-pomarańczowe kreacje Tadka.

Tworzyliśmy malownicze stado, niezdecydowane co do pory roku. Inna sprawa, że pogoda jakaś taka niewydarzona panuje. Zmienny klimat i anomalia, ot co.

-Coś się tak rozebrał jak do rosołu? – Zagadnął Tadek Ultrasa. – Lato minęło już i uleciało wraz ze sznurami kormoranów w dal.

Spojrzeliśmy na niebo, ciekawi, czy gdzieś tam te sznury nie lecą jeszcze, a potem czekaliśmy na replikę naszego ekstremisty.

-Źle do tego podchodzicie – wyjaśnił ultradystansowiec – pakowanie się w warstwy ciepłych ubrań nie stanowi dobrego rozwiązania na czas chłodniejszych dni. Ciało trzeba hartować. Wraz z stopniowym przyzwyczajeniem na zimno, wzrasta adaptacja mechanizmów odpowiedzialnych za odporność termiczną. Wystawiając gnaty na mrozik, hartujecie organizm. Stopniowo pozbędziecie się niepotrzebnych strojów. Ubranie zbyt ciepłe prowadzi do przegrzania, przepocenia, przewijania, przebierania, przemoczenia i zwiększa ryzyko zachorowania. Oczywiście, trzeba odrobinę odporności mentalnej na dyskomfort.

-Gadanie – replikował Gruby – im zimniej, tym więcej warstw ubierasz, bez kombinowania. Ma być ci ciepło i już.

-Mówię ci, to droga donikąd. Hartowanie to podstawa.

-Człowiek przeziębia się od zimna, to chyba logiczne?

-Abstrahujecie od układu odniesienia – zaczął wymądrzać się Wymiatacz – podstawą jest dostosowanie stroju do intensywności ruchu, nie tylko temperatury. Zatem na rozgrzewkę ciepłe ciuszki, które stopniowo zdejmujemy.

I chcąc przekuć słowa w czyn, zaczął zdejmować bluzę. Chwilę to trwało, bo była obcisła. Musieliśmy zwolnić, ale nikt się tym nie zmartwił.

-Ma rację – poparła go hrabina – na każdych zawodach poza latem to widać. Zaczynają okutani jak barany w wełnę, a już po kilometrze zaczyna się rozbieranie na gwałt.

-Ja wolę wykuwać odporność niezależnie – włączył się Marek, zwany Fanatykiem – morsowanie, to baza zdrowia. I nogi się szybciej regenerują.

-Nie weszłabym w przerębel za skarby świata, brr – otrząsnęła się Asia – na samą myśl czuję się przeziębiona.

-Uprzedzenia – spróbuj, a przekonasz się.

-Poczekam na prawdziwą zimę, czyli długo jeszcze.

-Bo to wszystko wina ocieplenia klimatu.

-Klimat się nie ociepla, to francuski spisek niemieckich elektrowni z Cypru…

-Napędzanych rosyjskim węglem.

Aż przystanęliśmy, żeby uporządkować sprawy energetyki z geopolitycznego punktu widzenia. Niestety, nie doszliśmy do zgody.

-Biegnijmy, bo znów zimno się robi – zaapelował Gruby.

Faktycznie, bez względu na poglądy w zakresie radzenia sobie z chłodem – wszyscy jakoś ostygli. Ruszyliśmy żwawo. Coś ta jesień zwodzi biegaczy.

-Wracając do kwestii ubioru – zaczął znowu Ultras – nasi zwierzęcy przodkowie nie nosili ciuchów i jakoś nie chorowali. Widzieliście kiedyś kaszlącego niedźwiedzia albo alpakę?

-Doceniamy moce twoich przodków, ale oni chyba mają trochę więcej futra? Przynajmniej misie bo ta alpaka to nie wiem.

-A kto ci każe się depilować? Żyj w zgodzie z naturą. Jesteśmy ssakami i tyle. Biegającymi potomkami naczelnych małp.

-To czasami widać aż nadto…



***

Miałem nie zwracać uwagę na paznokcie naszej przedstawicielki wyższych sfer. Jakoś tak samo mi się zapytało.

-Hrabino – zacząłem, starając nie patrzeć się na jej szpony – dlaczego…

-Dziecko – zaczęła z wyższością – symbolika sztuki stanowi, widzę, teren dla ciebie nieznany. Niemniej jest to ważny element ogólnie pojętego świata estetyki, która nas otacza, a której mniej świadome jednostki nie dostrzegają. Nie abstrahuje ów obszar od periodyzacji okresów przyrody, stanowiącej wartość piękna samego w sobie. Stąd, jesienną porą, zstąpiły na me dłonie listowia, niczym opadające siły natury, sposobiące się do zimowego snu.

-Ale dlaczego niebieskie?!!!!

Moja rozmówczyni uniosła oczy ku niebu.

-Jacy banalni są mężczyżni – westchnęła.

Łukasz Klaś

6 thoughts on “Ciepło czy zimno, biegaczu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *