Bez.

Starzeję się. Sprawia mi to radość; rozgrzebując ów proces, odnajduję w nim pierwiastek dojrzewania. Nawet peselicę można przez kruche szkiełko optymizmu przepuścić. I pocieszać swoje ego, choćby wbrew faktom.

A wszystko przez bez.

Od kilku lat dopada mnie wiosną ta myśl natrętna, spokój burząc. Uwielbiam ten krzew. Kocham grację kolorów rozciągniętych od lila do fioletu, przetkaną gdzieniegdzie śnieżną bielą. Z zapałem ciężko uzależnionego narkomana wciągam nozdrzami oszałamiającą woń gron drobnych kwiatuszków. Czegóż zatem smucę? Że tak krótko rewia trwa. Migną dwa tygodnie, a w parkowych gąszczach znikną cudne płatki, pozostawiając po sobie jakieś obleśne kuleczki. Niechby i materiał na zdrowotne leki, co mnie to obchodzi! Grzybieję, bo kiedy tylko zakwita, miast radości, martwię się rychłym końcem widowiska. Chcę zatrzymać czas.

Bo jakże tak bez bzu?

(Z boku czeremchy płaczą spadającymi płatkami, przekwitając. Nikogo już nie obchodzą. A tak ślicznie aromatem odurzały. Czeremcha zrobiła swoje, może odejść.)

Tylko te kilkanaście dni oko i nos cieszy, okrutnie krótko. Lecz może dlatego tak wyczekuję i cieszę się ta niedługością? Gdyby lilak – bo tak się naukowo zwie – kwitł pół roku, w rankingu atrakcyjności wnet by się obsunął. A tak zażywa dwóch tygodni blasku, by potem zadkiem okręciwszy, na dłużej przepaść. I dobrze. Wszak w przemijaniu skrywa się znacząca część urody życia.

A gdyby ten bez wiedział, iż wkrótce po nim zapachnieją jaśminy i w ich stronę się kinole zwrócą. I nikt już nie wspomni o lilakach, na czele z wierszokletami i grafomanami na nudnych blogach. Lecz tymczasem cieszmy się chwilą.

Wychodzę na spacer do parku, nawdychać się tych fioletowości. Nie wspominajcie na razie o jaśminach, poczekają.

Nie róbmy tej przykrości bzom.

Łukasz Klaś

2 thoughts on “Bez.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *