Bardzo nudny piątek.

…i każdy rodzaj biegania, byle nie za szybki, w naturalny sposób stymuluje do rozwoju nasze ciało, nasze biegowe ciało. Słuchać w spokoju i ładzie wewnętrznych sygnałów, ot co. Nadmiar sztucznych regulacji szkodzi, gwałcąc pierwotną doskonałość naszego gatunku, wyrażoną w skłonności do przemieszczenia się. Trzeba ćwiczyć w rytmach naturalnych. Poprawiają się parametry wszystkich składowych, niemniej organizm należy traktować jako wielki homeostat, łączący w naturalnej harmonii mięśnie i ducha, czy jak wolicie – umysł. Biologiczne, zespolone z wszechprzyrodą impulsy…

Marek, zwany Fanatykiem, przerwał swą wygłaszaną w oczekiwaniu na spóźnialskich perrorę, gdyż nawet w oratorskim uniesieniu zorientował się, iż wszyscy gapią się gdzieś za niego. Rozdziawione szczęki opadły w dół, ukazując światu niezbyt mądre oblicza, zastygłe w zdumieniu zmieszanym z lekkim przerażeniem. Przyczyną okazała się hrabina Szczydoniecka, przybywszy na miejsce zbiórki w kreacji uderzająco niecodziennej. Włosy przewiązała czarną przepaską, ozdobioną rysunkiem wbitych gwoździ, wywołujących krwawienie. Purpurowe krople wyglądały okropnie realistycznie. Spodnie typu leginsy zastanawiały swą grubością, zważywszy na atakujący wściekle upał. Również miały kolor najgłębszego mroku. Na ciemnej koszulce widać było biegnącego mięśniaka, noszącego na twarzy maskę kozła, a za to zdaje się nie posiadającego majtek. Stwierdzenie tego nastręczało pewne trudności, gdyż jakoś głupio wpatrywać się w biust hrabiny, nawet, jeśli się z nią co tydzień truchta. Całości kreacji dopełniały czarne paznokcie ozdobione wizerunkiem czaszek, no i drobne już detale jak łańcuszek z odwróconym pentagramem i kolczyki w kształcie genitaliów. Już po treningu rozgorzała w gronie męskim dyskusja, czy były to atrybuty ludzkie czy koźle.

W każdym razie nie wyglądało to dobrze. Ja tam lubię Metallikę, lecz co innego oglądać i słuchać beczenia Hetfielda pozostając oddzielonym taflą ekranu, a co innego patrzeć na uszy z dyndającymi jajami capa.

-Cześć – przywitała się nasza bohaterka, a ton jej głosu wbił nam miliony lodowatych szpilek w pięty. -Spóźniłam się?

Nikt nie odważył się potwierdzić.

-Czekamy jeszcze na Grubego… O, właśnie się toczy.

-Cześć – przywitał nas wesoło Michał – spóźniłem się?

-Tak! – Odparł odważny chór.

-A to przepra… Misiek zwisł w pół zdania, gdyż właśnie jego wzrok padł na hrabinę. -Umarł ktoś?

-Nie, lecz jest szansa, że wkrótce to się zmieni – głos czarnej bestii syczał jadem.

-Dobra – otrząsnął się Tadek – koleżanko, nie strasz nas, lecz nawijaj, w czym rzecz, a może potrafimy pomóc.

-Ja umiem na gitarze elektrycznej – pisnął Ultras.

Został zgromiony wzrokiem, po czym wszyscy ucichli.

-Ruszajmy – zebrałem się na odwagę.

Miarowo, według wskazań klasyków, rozpoczęliśmy niespieszny trucht. Hrabina potrząsnęła głową i wszystkim, co na niej wisiało, po czym rozpoczęła opowieść.

-Jestem oburzona, a kiedy jestem oburzona, to jestem wściekła. Metalowy sznyt mnie uspokaja. A zraniono mnie do cna, wręcz na wskroś, dotykając mojej biegowej dumy. Otóż wyobraźcie sobie, że odmówiono mi sporządzenia planu treningowego, takiego porządnego, z mikro i makrocyklami, interwałami, wybieganiem, rozbieganiem, przebieżkami i wszystkim innym, co tak fajnie brzmi i pozwala bić życiówki. I to kto! Mój osobisty, opłacany, polecany, uznany i wszystkowiedzący trener personalny.

-A to drań – powiedziałem na wszelki wypadek – lecz czemuż to?

-Daj mi się wygadać! -Dyszała zraniona furia. -Muszę to z siebie wyrzucić.

-Może trochę zwolnimy – zaproponował Gruby. Nikt nie protestował, a Asia Fitnesówa spojrzała na niego z troską i czułością.

Zwolniliśmy.

-Zatem pytam tego drania, łobuza, cymbała, wyzyskiwacza, niecnotę, te kozie rzygi, dlaczego ja, kobieta aktywna i chcąca poprawiać wyniki, nie mogę mieć własnego, osobistego planu treningowego. A on mi na to, że najpierw mam po prostu biegać, luźno, bez napinki, a po pewnym czasie, kiedy on uzna za stosowne, pomyślimy o planie. Że wcześniej, przy moim poziomie, to niepotrzebne. Niepotrzebne! Kobieta najlepiej wie, czego chce i co powinna dostać.

-Zaraz – włączył się Tadek spod dziesiątki – jeśli to twój personalny, to chyba ma słuchać klientki?

-No właśnie, a ten patafian się zasłania moim dobrem! Mówi, że tak będzie dla mnie lepiej i że inaczej nie pozostawałby w zgodzie ze swoją najgłębszą fachową wiedzą i imperatywem dbałości o optymalne dla zawodnika rozwiązania.

-I jak długo kazał ci tak biegać bez napinki dla swojego dobra?

-Aż osiągnę poziom 45 minut na dyszkę. Tak, jakbym nie mogła już zacząć według planu. Przecież można dostosować tempa tych wszystkich interwałów do odpowiedniego poziomu. Są tabele tego jankeskiego trenera od wódki…

-Od wódki? – Kilka osób popatrzyło na hrabinę z troską.

-Jacka Danielsa? – Podpowiedziałem usłużnie.

-No właśnie! Podobno on tam określa tempo wyjściowe i szlus! Robi się plan. A ten mój idiota nie chce.

Przez chwilę szuraliśmy w milczeniu, rozważając krzywdę koleżanki. Ciężka sprawa.

-A wy trenujecie według planu? – Zapytała znów.

Okazało się, że jest pół na pół.

Włączył się Wymiatacz. Jak zawsze, z wyczuciem i gracją nosorożca.

-A jaki masz hrabino najlepszy wynik na te 10 km?

-Pięćdziesiąt minut, dwadzieścia siedem sekund – wyrecytowała zapytana z dumą.

-To może faktycznie jeszcze pobiegaj bez napinki…

Czym prędzej stworzyliśmy żywy mur, odseparowując ich od siebie. Zapobiegliśmy rękoczynom, lecz hrabina dyszała jeszcze długo.

Zwolniliśmy, jeśli to w ogóle było jeszcze możliwe.

-No co? – Rzucał się nasz mistrzunio. – Trzeba patrzeć z dystansem na swoje możliwości. Jeśli trener, któremu ufasz, twierdzi, że masz biegać bez napinki, to to jest twój plan na teraz.

-A wcale nie – stanęła solidarnie ze swoją płcią Asia – nie wolno dyskryminować słabszych. Każdy z nas ma prawo do swojego tempa interwałów!

-Każdy z nas ma prawo do swojego tempa! – Podjął usłużnie Gruby, wpatrując się z zachwytem w swą lubą.

-Zaraz – próbował uspokoić sytuację Marek – a ty co o tym sądzisz? – Zwrócił się do mnie.

-A dlaczego ja?

-Bo kończyłeś AWF, masz jakieś papiery, wiemy, że doradzasz paru osobom no to jesteś prawie fachowiec.

Bezczelni.

-Ze względu na cierpienie jednej z nas udaję, że nie słyszałem tej paskudnej inwektywy.

-Nie udawaj, tylko gadaj.

-Zatem uważam, iż każdy może ćwiczyć według swojego pomysłu. Przecież trenerów się zmienia.

-Już to zrobiłam – oznajmiła triumfalnie hrabina z błyskiem w oku – pogoniłam majtkomędrca.

-Natomiast osobną sprawą jest sens takiego treningu. Myślę, że dla zupełnie początkujących nie jest źle zacząć od luźnego biegania, bez określonego tempa, spokojnie i nie za szybko. Stopniowo można różnicować czas i intensywność. Ale wpierw wyrobienie bazy. Tak jak po roztrenowaniu. Niemniej wydaje mi się, że na poziomie hrabiny spokojnie już można ruszać z pięknie ujętym w rozpisce treningiem. Poziom 45 minut dla kobiet to często czołówka różnych zawodów.

-E, wywinąłeś się – stwierdził Gruby. – To znaczy masz rację, ale sam nie raz wyśmiewałeś truchtaczy – lanserów na tych siupnych czwartkach, czy jak tam się ten twój głupi blog nazywa. Pamiętam – zakończył z goryczą.

-Musisz rozróżnić subtelną, konstruktywną satyrę od pospolitego naśmiewania się. Poza tym co innego trenować sobie pomalutku, a co innego przechwalać się byle czym.

-O, już zaczynasz, widzisz? To co ma zrobić biedna imć Szczydoniecka?

-Hm – zlustrowała mnie wzrokiem hrabina – a może ty zostałbyś moim trenerem?

Spojrzałem na jej paznokcie i kolczyki, po czym powiedziałem, że się zastanowię.

-Ja ci coś powiem hrabino – uśmiechnął się złośliwie Gruby – żeby zyskać sobie jego przychylność, trzeba lajkować, udostępniać i w ogóle zachwycać się jego blogiem. Spróbuj, a zrobi ci dziesięć planów od razu.

-Starannie odcinam moje życie zawodowe od artystycznego – oznajmiłem lodowato.

-To jak się nazywa ten blog?

Udałem, że nie słyszę.



Łukasz Klaś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *