Apel.

Szanowny Panie Ministrze!

Zwracam się do pana imieniem kochających bieganie, żywiąc po cichu nadzieję, iż kiedyś dołączy pan do tego grona.

Na początku mojego krótkiego listu spieszę wyjaśnić, dlaczego teraz, na tygodnie przed wyborami, piszę do pana, nie wiedząc nawet, kim pan będzie. Otóż, jakkolwiek niezbadane są wyroki losu, regułą – po jesiennych wyborach parlamentarnych – ktoś skleci rząd, a w nim, jakże ważne, zaszczytne i karieropędne stanowisko: Ministra Sportu i czegoś tam. Przy czym to coś drugie jest mniej ważne, nas interesuje tu sport i jego pryncypialna część: bieganie. Wszak ten element w każdej dyscyplinie występuje – nawet szachiści biegają do toalety. Ta, mogłoby się wydawać, przedwczesna pora mojego apelu, wynika z pewnego wyrachowania. Otóż nie wątpię, iż z chwilą wstąpienia na sportu ministerialną tekę, zaleją pana mniej lub bardziej partykularne prośby. Niechże z sympatią mruknie pan wtedy: ten był pierwszy, już z zarania we mnie wierzył – i przychylnie na kwestię biegaczy spojrzy. Rzecz jest wygodna również i dla pana: już teraz, przeczytawszy postulaty poniższe, może pan ich spełnienie przygotować i w mig po inicjacji na Senatorskiej w życie wprowadzić, wzbudzając zachwyt publiki szybkością działania.

Pragnę w tym miejscu ekskuzować się jeszcze na wypadek, gdyby okazał się pan kobietą. Dlaczego używam rodzaju męskiego? Żaden to mizoginizm, jeno statystyka: na tym stanowisku jakoś częściej mężczyźni się moszczą. Jeśli jednak okaże się pan niewiastą – przeproszę i we wszystkich egzemplarzach niniejszego listu formę poprawię. Zapaniuje pan panią w takim wypadku.

Sedno moich w pana kierunku błagalnych porykiwań zawiera się w stwierdzeniu: proszę o życzliwość dla biegaczy. Będąc władnym nad wielkim obszarem narodowego sportu, może pan wiele dla dobra braci tuptającej uczynić. Zaznaczam w tym miejscu, że piszę dla dobra ogółu, nie tylko wyczynowców mając na myśli. Stanowią oni wierzchołek góry ogromnej, której rdzeniem, podstawą i fundamentem jesteśmy my, amatorzy dla zdrowia i przyległości przebierający nogami.

Jakąkolwiek decyzję będzie pan podejmował, niechże poprzedzi ją refleksja: czy to dobre dla biegaczy? Wymagania nasze nie stanowią wielkiego problemu; ot by było w czym biegać i gdzie biegać. Apelujemy o popieranie wszelkich miejsc, gdzie tę zdrową aktywność dogodnie uprawiać można. Niech pan popiera powstawanie parków, alei, ścieżek, stadionów, terenów zielonych w miastach. Wiemy, że samochody i budynki mają swoje potrzeby przestrzenne, lecz ludzie (i ich najszlachetniejsza odmiana: biegacze) winni mieć pierwszeństwo! Nie ma nic smutniejszego, niż dobiegnięcie do wielkiego skrzyżowania i bezradnego szukania możliwości przejścia pieszo; gdy lepiej być samochodem niż człowiekiem…

Niech pana wstrętem przeszywa każda myśl o planach opodatkowania ludu biegającego! Ja wiem, że na zacne pana innowacje, tudzież bieżącą działalność rządu potrzebne są środki, ale lepiej, by powstały one z rozruchu ekonomicznego, generowanego przez nas. Im więcej i częściej ludzie przebierają nóżkami, tym większy ruch w branżach obuwniczej, fitnesowej, fizjo, zdrowej żywności etc. etc. To wszystko procentuje wpływami do budżetu, boć przeca już srogo ofiskalizowane. Wspierając biegaczy (masowy to ruch!) zwiększa pan wpływy do budżetu, co i premier doceni. Kariera przyspieszy.

Życzliwym okiem powinien pan spoglądać na wciąż rozwijający się rynek organizacji zawodów. Fakt, że biegi takie komplikują nieco komunikację w okolicy, nie może przysłaniać wielkich korzyści z nich płynących. Tego samego zdania są hurtownie bananów i wody mineralnej. Dochodzimy w tym miejscu do kwestii zasadniczej: bieganie jest zdrowe. Popierając nas, staje pan w pierwszym szeregu wojowników o jedną z najcenniejszych spraw dla każdego człowieka. Przywileje dla biegaczy to odciążenie ochrony zdrowia, która ledwo i tak zipie.

Nieostatnią, korzystną dla pana kwestią, będzie sam fakt kojarzenia z bieganiem. Wszak wiadomo, że każdy po pokonaniu dowolnego dystansu czuje się lepiej niż przed – pozytywne konotacje same się nasuną. Minister ludzi szczęśliwych – to furtka do wielkiej kariery.

***

Złośliwi podpowiadają mi, iż pana związki z bieganiem są oczywiste. Mianowicie sugerują, jakoby zdobycie tak zaszczytnego stanowiska stanowiło dowód na udział w nader popularnych, zwłaszcza wśród pewnych kręgów stolicy, zawodach: wyścigu szczurów. Pozostając z całą sympatią do tych sympatycznych gryzoni, głęboko wierzę, iż to cne, światłe i uczciwe cechy zaprowadziły pana na szczyt piramidy polskiego sportu. Skąd, mniemam, poprowadzi pan tę branżę ku wyżynom, ku korzyści nas wszystkich, szuraczy pospolitych nie wyłączając.

***

Kończąc, zachęcam pana samego do biegania. Zobaczy pan, jak to wciąga, uszczęśliwiając. Poza tym, ma niebagatelny oddźwięk wizerunkowy. Prosząc o wybaczenie rubaszności, przytoczę jedną sytuację. Otóż jeden z pana poprzedników wziął udział w biegu wielkim. Zobaczywszy go, moja koleżanka (wrogo do jego partii nastawiona) mruknęła: może i kvtas, ale przynajmniej biega.

Kobiety (zwłaszcza biegaczki) są okrutne, lecz sprawiedliwe w swych spostrzeżeniach.

Życzę panu wielu sukcesów i pozdrawiam serdecznie.

Biegacz.


6 thoughts on “Apel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *