Ałtsajder.

Nadszedł czas na podbój kolejnej lokalizacji parkrun. Kontynuuję konkwistę Prus. Po Ełku wyruszam jeszcze dalej w głąb krainy mokradeł i jezior: Augustów czeka. To już nie krańce, a rubieże Rzeczpospolitej. Szczęściem towarzyszy mi Agnieszka; któż wie, co w lutym borze nas czeka. Dobrze mieć kogo za rękę złapać w chwili trwogi. Ten rejon to dzicz zaiste, puszcza i wód bezmiar: popatrzcie na zdjęcie. Nasza dumna, szumna, przaśna, kochana, skromna Ultima Thule.

Iluż maturzystów spytanych oń, odpowiedziałoby: gdzieś na Mazurach… Otóż nie: geograficznie pobiegniemy na Pojezierzu Litewskim, historycznie i regionalnie: na Suwalszczyźnie. Ciekawostkę guinnessowską niczym ze znanej anegdotki o krasnoludkach nam serwują: płynie tu najkrótsza rzeka świata – Klonownica. Oficjalnie, zaksięgowana, certyfikowana ałtsajderskość.

Umiejscowiony w samym rogu Polski, parkrun Augustów to terytorialny… ałtsajder. Wszelako jego egzotyka wypływa z jeszcze jednego źródła, ponętniejszym go czyniąc. Tam najskromniejsze grono biega, często na palcach dłoni jednej policzalne. Pachnie elitarnością. Niewielu z parkrunowych wyjadaczy ma ów klejnocik w kolekcji.

Prawdziwy ałtsajder.

Takich trzeba kochać, wspierając delikatnie. Za wytrwałość, dzielność w inności niejakiej: offowość cenimy. Łatwo inicjatywę krzepką wykazywać w wielkim mieście, mając publikę z samej statystyki zapewnioną. Tylko w aglomeracji warszawskiej pręży się osiem parkrunów i wszystkie dobrze się mają. Z ich liczby gildię prawdziwą utworzono, Ośmiornicą nazwaną; to brzmi już groźnie, oczywiste konotacje nasunąwszy skojarzeniem. Mafijka, kurde blade kurczę. A taki Augustów? Dwoje startujących plus dwoje wolontariatu bywa. Gloria in extremis Augustovo!.

Ałtsajder.

Oczywiście, że na parkrun Świnoujście dalsza nam ze stolicy wypadnie droga. Ale tam kwitnie świat wielki i blichtr; modnie, gwarnie, bogato, Międzyzdroje i IV Rzesza pod bokiem. Panie w kreacjach bą tą, panowie sandał plus żółta skarpetka, okular ciemny i ośmioletnie beemwu. Światowo. W Augustowie z czubków drzew litewskie knieje widać.

Ałtsajder.

Ja tam za Dżemem nie przepadam – no chyba, że w słoiku od mamy. Niemniej hippisom przypisuje się autorstwo określenia, zatem oddajmy Riedlowi i towarzyszom honor, wspominając znaną i lubianą piosnkę.

Wieczorem tego samego dnia startujemy w Biegu Powstania. Środek Warszawy, kilkanaście tysięcy ludzi, tony bananów, kubeczki na asfalcie i nagłośnienie gigawatami. Druga nudna piątka sobotnia.

Która zostanie nam na dłużej w pamięci? Coś mi mówi, że ten kilkuosobowy bieg na skraju Puszczy Augustowskiej.

Ałtsajder.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *