Stalowe magnolie.

One przychodzą wiosną. Czasami zdarza się to wcześniej, innym razem później. To zależy od roku. Lecz zawsze gdzieś-tak-w-okolicach-Wielkanocy na niezbyt pozornych szkielecikach krzewów odbywa się kolorowe misterium. Wpierw nabrzmiewają pąki, a nie są to jakieś maciupcie kotki-bazie, tylko dorodne szypuły, nabrzmiałe sokami, miąższem i gotowością. Prawdziwe pączyska, przywodzące na myśl wybujałość tropikalnej dżungli, takiej, której czytaj dalej »

Las.

Nareszcie! Wraca swoboda biegania w naturze, której symbolem i kwintesencją jest las. Wśród drzew, krzewów i polan tupta się najlepiej. Tylko tu można odetchnąć pełną piersią, zapominając o zatrutych smogiem miastach, hałaśliwych ulicach i zatłoczonych chodnikach. Zieleń koi oczy, śpiew ptaków pieści uszy a zapach kwiatów wypełnia nozdrza rozkosznym smakiem. Miękkie podłoże ściele się pod czytaj dalej »

Serce parkrunu. Zwycięstwo.

Zebraliśmy się jak zazwyczaj, w sobotni poranek przed dziewiątą, aby po spokojnej rozgrzewce wyruszyć na trasę. Kto truchtem, kto marszem z kijkami, kto szybciej biegiem – wspólnota pokonania naszej stałej piątki. pakrun! Niezwykłe, cotygodniowe zjawisko spotykane na całym świecie, jednoczące różnych ludzi w jedną, piękną ideę. Aktywnie zaczynamy weekend, radośnie przebierając nogami wśród wiosennych aur. czytaj dalej »

Kwarantanna z kozą.

Stały w kącie zapomniane, służąc jako wieszak na niedbale rzucone ciuchy. Nabyte w szczytnych celach noworocznych postanowień, od dawna nie zaznały użytku, wyrażonego w gnieceniu tyłka i pedałowaniu w miejscu. Zaistniała sytuacja sprawiła, iż wróciły na scenę, święcąc triumfy i powrót zainteresowania – nie tylko wśród cyklistów. Rowery stacjonarne. Sympatyczne maszyny nazywano często, przez podobieństwo czytaj dalej »

Kaka.

Stefan Szczepłek „Deyna, Legia i tamte czasy” Nie przepadam za biografiami sportowców. Uważam, iż większość z tych książek nic nie wnosi, bazując na sensacyjkach i wścibstwie, uwielbianych przez tłum. Nikomu nie chce się weryfikować pikantnych dykteryjek, a brukowce dobrze przędą. A już, powszechne dziś, spisywanie kolei życia dwudziestoletnich herosów trąci grubą przesadą. To tak, jakby czytaj dalej »

Po.

Wybiegam przed dwudziestą, jednym ziewnięciem strzepując z siebie zmęczenie dnia. Słońce zaszło dziś po dziewiętnastej, zatem wychodząc wpadam w skradającą się ciemność, ledwo, ledwo nadgryzioną niknącym pomarańczowawym paseczkiem na zachodzie. Na zewnątrz czai się pustka i cisza, życzliwie przyjmując samotnego zbłąkańca. Pora dyktuje temperaturze rześkość; lekki dreszczyk bacikiem pogania do żwawości. Biegnę. *** Nie będąc czytaj dalej »

Ogród biegowy.

-Masz konwersację! Masz konwersację! – Obudził mnie miły, a zarazem przenikliwy głos niewieści. -Stul pysk, Siri! – Odparłem uprzejmie, próbując sięgnąć telefonu. Niechże wczesna świąteczna pora zostanie policzona mi na usprawiedliwienie lekkiej irytacji. -Masz konwersację! Wreszcie sięgnąłem, zobaczyłem i moja złość płynnie z tej (tak jej mać) sztucznej inteligencji przeniosła się na molestanta, którym okazał czytaj dalej »

Pięćdziesiątka Deana.

Książka „50 maratonów w 50 dni” opisuje niezwykłe tournee po USA, zrealizowane przez Deana Karnazesa, znanego ultramaratończyka, zwycięzcę wielu prestiżowych zawodów. Tym razem trudność kreowała nie sportowa, lecz logistyczna strona przedsięwzięcia. Autor biegł dzień pod dniu, za każdym razem w innym stanie USA. Prawdziwym wyzwaniem nie były zatem osiągi czasowe, lecz męczące podróże, krótki sen czytaj dalej »

Opa-trunek.

Wielka Sobota niezbyt nadaje się do rozważania pokus bachicznych procentem, lecz teraz wszystko na głowie się postawiło. Poza tym, ratując się przed oburzeniem tradycjonalistów, można (niby) sprecyzować, że dopiero po wieczornej rezurekcji… Uczyńmyż ten wyjątek, wybaczalny z powodu izolacji, sprzecznej z charakterem uczciwych Wielkichnocy. Godzi się zatem po staropolsku, z poszanowaniem bliższej i dalszej pradawności, czytaj dalej »