Wieczór Trzech Króli.

Po krwistościach, dramatach i dylematach władzy na duchowości wyniosłej, przyszedł czas na komedię. Lżej. Wieczór zapowiadał się interesująco, albowiem dla lubelskiej „Osterwy” to już piąta interpretacja „Wieczoru Trzech Króli”. Historia okraszona kreacją Solskiego, nieomal wiek temu, pachniała przebojem. Wszyscy stanęli na wysokości zadania, dobrą i pouczającą rozrywkę nam serwując. Pomysł reżyserski, aby zamienić role płci czytaj dalej »

Trzecie urodziny parkrun Jabłonna.

To najbliższa od mojego miejsca zamieszkania lokalizacja, chociaż poza granicami Warszawy. Tak uwidaczniają się zalety mieszkania na peryferium stolicy. Polecam ów bieg cosobotnio, a przed urodzinami, zapraszając wszystkich, dodam tylko – uważajcie na słodkości. A parkrunowi Jabłonna życzę sto lat! Niech ta piękna trasa cieszy się nieustannie znakomitą frekwencją. Link do wydarzenia: klik. Łukasz Klaś

Polska-Czechy 1:1.

*** Do Adršpachu dojeżdżamy dosyć bezboleśnie, pokonując trasę piękną, choć wąską i krętą. Na miejscu zastajemy parkingi w cenie umiarkowanego zdzierstwa, a jedzenie w cenie akceptowalnego zdzierstwa. Wstęp do skalnego piękna w cenie zdzierstwa. 90% turystów to Polacy. W budokramach dobrze wiedzą, czym nas skusić: podkreśla się czeskość piwa i marihuanowatość wszystkiego, w co można czytaj dalej »

Muzyczny parkrun.

Trasa wiedzie trzema okrążeniami po alejach zdrojowych, zwiedzając co ciekawsze atrakcje. Płaskość terenu i wygodne, twarde podłoże zapraszają do przyspieszenia, mamiąc wizją dobrego wyniku. Płuca i mięśnie mają trochę inne poglądy w tej kwestii; na dystansie trzeba znaleźć kompromis i coś do mety dowieźć. Finisz w miejscu tak uroczym, że zapiera dech dodatkowo: połączenie roślin czytaj dalej »

Finisz.

Łykasz rozpaczliwie powietrze, rozdziawiając usta na szerokość pozaszczękową. Twarz układa się w estetyczny wyraz cierpiącego półtrupa. Ołowiane nogi kręcą się już tylko siłą rozpędu, albowiem paliwo dawno wyczerpałeś. Cały organizm, na czele z tym zdrajcą mózgiem, krzyczy: stań! Lecz ty bohatersko ciśniesz dalej, mając przed oczami tylko jeden widok: metę. Zanurzasz się w wielbioną przez czytaj dalej »

Ostatnia olimpiada.

Dla Aleksandra Krawczuka piastuję sentyment jeszcze z beztroskich czasów dzieciństwa. Profesor mieszka mianowicie w sąsiedztwie mojej szkoły podstawowej w Krakowie, słynnej tysiąclatki numer 29. Tutaj mijaliśmy się z panem ministrem kultury i sztuki, swawoląc na wzgórzu Krzemionki, sławnym odpustem Rękawka, kościołem Benedykta i starym austriackim fortem. Mama pokazawszy brzdącowi ledwo piśmiennemu postać sławną, zaszczepiła wnet czytaj dalej »

Lubię poniedziałki.

Lubię poniedziałki. Po nudnym piątku, wypełnionym wpatrywaniem się w tarczę zegara w pracy i wyczerpujących sobocie i niedzieli następuje wreszcie dzień ów, świeże nadzieje i ochoty niosący. Zostawiwszy za sobą meandry weekendu, z poranną świeżością przystępujemy do konsumpcji nowego tygodnia. Smacznego. *** Już jadąc tramwajem odkrywam radosny fakt, iż jeszcze w czasie mej drogi do czytaj dalej »

parkrun Kalisz.

Mówią, że grodowi onemu miano najstarszego w Polsce się należy. Patyna zobowiązuje i kaliszanie parkrunując, godnie swoje miasto ubogacają. Gościnność i ład czeka na przybysza na starcie, szybka nawierzchnia na dystansie, ujmująca atmosfera na mecie. Trasa nad Prosną prowadzi spokojną aleją, pozwalającą się rozpędzić na płaskości asfaltowej. Nieodmiennie sympatycznie wypada mijanie wszystkich po nawrotce – czytaj dalej »

Zapraszamy na bieg do lasu z AR.

W niedzielę tradycyjne longi aerowskie ruszą tym razem w Kampinosie. Agnieszka poprowadzi grupę spokojną, szlakiem pięknym puszczańskim. Planowane jest tempo nie za szybkie, około 6 minut na kilometr i wolniej. Zbieramy się o godzinie 9:00, w niedzielę 11 sierpnia. Rozpoczynamy przy parkingu terenowym, adresowanym w Łomiankach, ulica Kampinoska 26. Planowane zakończenie treningu to godzina 10:30. czytaj dalej »

Epitafium dla butów biegacza.

Podając koledze upuszczony portfel, zauważyłem dziwną rzecz. -Co to masz na tym zdjęciu, o tu, ukrytym za fotografią małżonki? Pokraśniał, patrząc na mnie błagalnie wzrokiem zranionej łani. Dzielnie jednak stawił czoła wyzwaniu, wyznając całą prawdę. -To moje byłe buty. Złamałem w nich trzy godziny na maratonie. Brawo. W nagrodę nie przedstawiam jego personaliów. No i czytaj dalej »