Żaby.

Złapmy oddech od biegania i zajmijmy się sztuką odrobinę. Blog nie ogranicza się do spraw fizycznych; tych, którzy tylko takie preferują zapraszam na wypociny piątkowe – wtedy zawsze piszę o sporcie i przyległościach. Dziś nieco ambitniej, gdyż: życie jest teatrem. Spektakl na stronie Teatru Studio. Wybraliśmy się na Żaby wystawiane i kumkane w Teatrze Studio; czytaj dalej »

Dress code.

Nie suknia zdobi człowieka. Akurat: jak cię widzą, tak cię piszą. W głos zapewniamy z najświętszym oburzeniem, iż żadne mody, trendy i branżowe presje na nas nie działają, przeglądając jednocześnie żurnale. Ochlapując wszechświat obłudą poświęcamy funkcjonalność szatek na rzecz targowiska próżności, dostosowując się karnie do stada. Dress code, dzień i noc, pracą i rozrywką, w czytaj dalej »

Antymaraton.

Jeżeli wynik, który uzyskaliście nie rzucił wszystkich na twarz, trzeba się usprawiedliwić nieco.   1. Pogoda. No przecież! A jeśli jawiła się ideałem? Oj tam. Zawsze wiatr załatwi sprawę. Wiał w twarz. Kiedy było super bezwietrznie, to smog. 2. Kontuzja. Znakomite, nie obalenia! „Od  dwudziestego kilometra towarzyszył mi potworny ból w lewym udzie, tylko moja czytaj dalej »

Ona.

Ona, maratonka. Ale taka doświadczona, ciesząca się już kilkanaście razy na mecie królewskiego dystansu. On świeżynka, ledwo jedno doczłapanie 42,195 zaliczył; niedawno jeszcze dziewica. Dogłębnie winno się zadumać przed, czy zaufać, powierzyć całe wielomiesięczne znoje przygotowań i odbić razem z portu. Ot, taki spacerek, 26 mil, na którym jednakowyż niejeden tandem wspólność utracił. Rien ne czytaj dalej »