Bolt.

Kiedyś, kędyś, jakoś… Mądry rabin ulepił z gliny istotę; olbrzyma, wspaniałość, extra-fit i to wcale nie na obraz i podobieństwo swoje. Włożywszy mu w usta tabliczkę z zaklęciem stosownym, ożywił, nową podmiotność na świecie tworząc. Dla próby pracę zadał według potrzeby akuratnie nasuniętej: wody zbrakło w osadzie, kazał więc nosić ją z potoka. Sam zaś czytaj dalej »

Lubię poniedziałki

A już piłkarskie poniedziałki szczególnie. Rozgrywane co cztery lata mundiale oferują nam uczciwe, futbolowe dawki każdego dnia, początku tygodnia nie wyłączając. Kiedyś życie fanów i antyfanów kopanej toczyło się uporządkowanym trybem, pozwalając koegzystować tym dwóm grupom w miarę bezboleśnie. Jeden weekendowy półdzień poświęcano nożnej, resztą dysponowała narzeczona. Oczywiście: jeśli respektowała tę świętą dla niego część. czytaj dalej »

Ultra

Wyobrażacie sobie coś nudniejszego niż bieganie? Oczywiście: gorsze jest długie bieganie. Ja lubię. Warto trzymać czujną rękę na falującym pulsie: czas na debiut. Najpierw ustalmy pryncypia. Ex definitione… Przyjął się wśród braci biegowej dość powszechnie zwyczaj określania ultramaratonem wszystkiego, co dłuższe od królewskiego dystansu choćby o odrobinkę. Że niby jedyna definicja klarowna, ścisła, miejsca na czytaj dalej »

Mistrzostwo

Każdy człek jest mistrzem. Przed sobą, w dumnej samotności, odrzucamy fałszywą skromność, obiektywnie reasumując: jestem najlepsza! (żeński rodzaj na cześć I❤ F). Rzecz jasna – na świetlistość lica Afrodyty! – z uwarunkowaniami. Nie biegam tak szybko jak Bolt, ale, gdyby… Gdyby nie praca, dzieci, pogoda, za niski (lub za wysoki) wzrost; gdyby nie słupek, gdyby czytaj dalej »

Burza

Lubię burzowe poniedziałki. Ładna pogoda zalatuje nudą. Podczas nawałnicy coś się dzieje. Smak życia zawarty jest w niespodziankach, a cóż może być bardziej ekscytującego niż oczekiwanie, kiedy i gdzie piorun dupnie? Nachodzą człowieka takie refleksyjności w czasie peregrynacji na szlakach babiogórskich, wszak szczyt ten Królową Burz mianują. Otaczający wierzchołek Diablaka charakterystyczny wał chmur wróży sztormową czytaj dalej »

W cieniu Babiej

Jedźcie w góry. Kiedy tylko możecie. W ogóle się nie zastanawiajcie. Tutaj znajdziecie wszystko, co najpiękniejsze, przeżywając intensywniej, piękniej, pamiętniej. Wysoko ponad nizinami szybciej krąży krew. Czytając nizinnie niniejsze nudności wybaczcie, proszę, omyłki. Wpis czynionym bowiem będąc w warunkach polo-beskidzkich, na granicach zasięgu i wytrzymałości nerwowej, od drobnych nieścisłości trudno uchować. 😉   Babia Góra czytaj dalej »

Lubię poniedziałki…

Świat się zmienia. Łopoczą na wietrze chorągwie przemijania. Strumienie promieni słonecznych ogrzewają błękitną kulkę, małą piłeczkę krążącą frywolnie w bezkresnych przestrzeniach kosmosu. Z każdym obrotem planety ewoluuje też ludzkość i jej osiągnięcia, nie wyłączając najdoskonalszych. PKP. Czy Poczta Polska dorównuje choć trochę? Gdzie tam, na poczcie nie ma tak wspaniałych toalet. Samymi spóźnieniami tego nie czytaj dalej »

Ekspresowa sobota

Kolejny nudny parkrun, lecz wszystko szybko, ekspresowo. Poza moim biegiem. Już dojazd do Chrzanowa narzuca tempo: autostrada wymuskana, prawie bez remontów po drodze. Bramki działają, zaprawdę. Czego się nie robi dla szybkości. Z fantazją, zgubiwszy się przez moją ignorancję tylko raz, zajeżdżamy na miejsce: pomiędzy leśniczówką a cynkownią. Pikantnie. Ruszamy w las na rozgrzewkę, odkrywając czytaj dalej »

Chrzanić piątki!

Zarysował się cel podróży na kolejną lokalizację parkrun do kolekcji. Kojarzy się z jedzeniem, a dodatkowo zgłoszono zapotrzebowanie na porady dietetyczne dla biegaczy… Zatem tematy okołochrzanowe!  ☺Nudności zbierają, aczkolwiek przedmiot nośny, vide dyskusja na fb pod środowym wpisem. Proszę uprzejmie, pan każe, sługa musi. Spełnianie zachcianek moich czytelników nigdy mi się nie znudzi, a w czytaj dalej »